Menu

Alternatywne Zwiedzanie Warszawy

blog przewodnicki

Gdzie zjeść na Pradze, czyli praski gastronomiczny boom

kasiachudynska

Restauratorzy przez duże R, jak również zwykli obywatele marzący o interesie gastronomicznym coraz chętniej wybierają Pragę. W najpiękniejszej praskiej ruinie Domu pod Sowami, choć tynki się walą i pękają ściany ma górnych piętrach, dół starannie remontowany jest właśnie na potrzeby lokalu gastronomicznego. Nie wiem jeszcze, kto będzie wybrańcem, który otworzy tam niewątpliwie luksusową jadłodajnię. Wątpię jednak, by było to miejsce kultywujące tradycje przedwojennej Restauracji u Adolfa czy też powojennego Baru Rekord, które się tam znajdowały.

Dlaczego Gesslerów jeszcze nie ma na Pradze?

Przypływ restauracji i lokali gastronomicznych na Starej Pradze to kolejny etap zmian zachodzących w tej dzielnicy (rewitalizacji?, gentryfikacji?). Po filmowcach, artystach, agencjach reklamowo – eventowych, galeriach, założycielach klubów i kawiarni, inwestorach budujących osiedla mieszkaniowe, za Pragę wzięli się restauratorzy. Kiedy pojawią się tu Gesslerowie uznam, że Praga przestaje różnić się od lewej strony Wisły. Na Targowej niedawno zostało otwarte kasyno! Cóż przed wojną w latach 30 swoje filie miało to wiele liczących się firm ze śródmieścia np. Orbis, Fuchs.

Ale co tam stare czasy. Wkrótce przecież będzie tu metro, myślą gastronomiczni przedsiębiorcy i zacierają rączki. A i kibiców przybyłych na Euro trzeba przecież wyżywić, chyba, że będą piekli kiełbaski na ogniskach rozpalonych na dziko w Skaryszaku….

Aromat flaków na Brzeskiej

Na Pradze więc, można już coś zjeść i to nie koniecznie w dwóch barach mlecznych: Ząbkowskim i Rusałce, które nadal trzymają się nieźle i oby trwały jak najdłużej. (Mamy jeszcze świetny bar mleczny na Stalowej). Brzuchem Pragi znów staje się Ząbkowska i Brzeska, choć myślę, że raczej nie doświadczymy już przejmującego zapachu flaków unoszącego się przez kilka dni na tych ulicach, jak to bywało po wojnie. Ale gdyby ktoś bardzo chciał skosztować wymierającego przysmaku, można w godzinach przedpołudniowych na Różycu kupić miche flaków za 7 zł od Pani prosto z korzyka. Na Różycu dostępne są również pyzami ze słoika - szukającie w środkowej alejce, niedaleko sukien ślubnych. Panie z Różyca chętnie ze swoim pobrzękującym wózeczkiem są zapraszane na „klimatyczne” lokalne imprezy.

Nowa kulinarna jakość to nie pyzy i minogi

Choć wiele lokali za punkt honoru poczytuje sobie obowiązkowe serwowanie w menu flaków, lornety z meduzą i śledzika, ewentualnie chleba ze smalcem, można na szczęście w ofercie kulinarnej Pragi znaleźć także bardziej aktualne potrawy. Mówiąc o kieszeni przeciętnego turysty/ studenta/ mieszkańca Warszawy polecam miejsca takie jak Winowajca na Inżynierskiej, Bistro na Stalowej, Naleśnikarnię na Ząbkowskiej, Novą Pastę na Kamionkowskiej, gdzie zjemy już od 9 zł wzwyż. To punkty oczywiste.

Ale ostatnio bardzo miła niespodzianka trafiła mi się na Kępnej. Mowa o barze „Ziemniak w garniturze” prowadzonym przez parę młodych ludzi, którzy serwują pyszne pieczone ziemniaczki. (Otworzyli oni swój bar latem, mniej więcej w tym samym czasie  kiedy pojawiły się Groole na Nowym Świecie.) Wersja z bryndzą i szczypiorkiem podbiła od razu moje serce i przypomniała moskiewską Kroszkę Kartoszkę, a może nawet była od niej lepsza! Ziemniaki podawane są z różnym nadzieniem, można też po uzgodnieniu z miłym personelem komponować je samemu. Ja mam obiecane spróbowanie ziemniaka w garniturze z grillowaną cukinią i szpinakiem! Już mi ślinka cieknie.

Poza eleganckimi ziemniakami dostępne są również typowe dania obiadowe i kebab, jednak jak mówią właściciele baru, to nie one cieszą się tu największym wzięciem. Dodam jeszcze, że ceny są przystępne, a uliczka Kępna bardzo urokliwa, (przedwojenne kamienice ciągną się przez całą ulicę, kapliczki na każdym podwórku południowej strony ulicy) warto więc wybrać się tam na obiad. Więcej info: ziemniakwgarniturze.pl

Nie ma to jak kucharz z charyzmą

Przy okazji warto przypomnieć jakie walory decydowały kiedyś o tym, czy lokal gastronomiczny na Pradze jest wyższej kategorii. Warunki były trzy: można tam było dobrze zjeść, dobrze się napić, a prowadzący lokal powinien posiadać charyzmę. Taką jak „Wicuś Marynarz” chodząca, ważąca 200 kg maskotka Pragi. O Wicusiu śpiewano nawet piosenkę: (...) "Król marynarzy.
Obsługiwał wiarę
Niczym sułtan harem" (...)

W jego „Schronie u Marynarza” usytuowanym na Brzeskiej mimo „pozorów spelunki, panował idealny porządek. W lokalu nie było mniejszych kieliszków niż setki. Specjalnością były – flaki, pyzy, minogi, golonki, naleśniki, paszteciki, świńskie ryjki i uszy.*”

*Olgierd Budrewicz „Bedeker warszawski”

ps. Jedne knajpy powstają, drugie upadają. Wchodzi na to, że z tym brzuchem Pragi na Brzeskiej to jednak lekka przesada. W ostatnich tygodniach zostały zamknięte aż 3 z działających tam miejsc. Miejsc na Brzeskiej, gdzie można był zjeść i nie tylko - poobcować ze sztuką, potańczyć. Wydaje się, ze mit Brzeskiej jeszcze odstrasza gawiedź, ale o tym wkrótce.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • fidrygauka

    Ciekawe jest to co piszesz. Jakoś nie miałam przekonania, by się na Pragę wybrać (wciąż silne negoatywne skojarzenia z dzieciństwa - choć tam jedynie bywałam), ale wygląda na to, że faktycznie zachodzą tam potężne zmiany. Zresztą nie dziwię się, bo lokalizacja jest (na tle całej Warszawy). To trochę tak jak z londyńskimi dockami, które diametralnie zmieniły swoje oblicze.
    Mi się jeszcze marzy ... zagospodarowanie brzegów Wisły, a wzór Paryża lub Londynu.
    Czy to jest w ogóle możliwe?

  • klimatwarszawy

    Bardzo się cieszę ze wzmianki o knajpie "Ziemniak w garniturze", bo to jedno z moich najwięszych kulinarnych odkryć ostatniego czasu:) Groole nie dorasta mu do pięt (trochę mniej smaczne jedzenie serwuje na plastikowych talerzach i z plastikowymi sztućcami...). Moim faworytem jest ziemniak z bryndzą, boczkiem i żurawiną - polecam! Co ciekawe, warto też spróbować rzeczy spoza ziemniaczanego menu - polecam Placek po Zbójnicku :) Na Pradze przydałoby się też więcej knajp czynnych dłużej niż do 20-21.

  • kasiachudynska

    No właśnie Targowa jest ciągle gastronomiczną pustynią, a po 21 to już nic tylko tynki obgryzać.

  • sophie2012

    "Ziemniak w Garniturze" to bystro, które od początku skradło moje serce. Placek po zbójnicku jem prawie codziennie, nie mogę mu się oprzeć ;-). Polecam serdecznie schab w sosie paprykowym zapiekany z serem ;-), palce lizać, no i te ziemniaki z przepysznym nadzieniem... ;-). Memu przedwojennej Polski. Kamienica, w której jest restauracja "Ziemniak w Garniturze" urzekła mnie. To stara pożydowska budowla, otoczona innymi starymi kamienicami. Tutaj można przenieść się do czasów przedwojennych... Małe kapliczki maryjne dodają klimatu. Retro! Jak z 20, 39, czy 45 roku! Właściciele zawsze uśmiechnięci, porcje duże i pyszne! Czuję się jakbym przeniosła się w czasie. Cała Kępna, praska uliczka, to inny świat, daleki od ruchliwego Centrum, tutaj interesy robi się "Va bank", a Ty masz wrażenie, że do baru wkroczą uzbrojeni Niemcy lub grajkowie z ulicy Kłopotowskiego, aby przygrać Tobie i Twojej drugiej połowie do smacznego posiłku. Lokal czysty, przyjemny, nowoczesny. Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników Alternatywnego Zwiedzania. Sophie2012

  • kasiachudynska

    A ostatnio pojawiło się nowe bistro na Ząbkowskiej - jeszcze nie skosztowałam tam nic, bo się późno otwierają, dopiero w porze obiadowej, ale przy najbliższej okazji nadrobię.

    A jeśli chodzi o faworyta po lewej stronie Wisły dla mnie bezapelacyjnie Karmnik na Piwnej za super smaczne i z fantazja przygotowane i co ważne, zawsze dostępne, dania vege. Oczywiście z tradycyjnej kuchni też coś zawsze mają. No i jeszcze Miasto na tyłach Chmielnej za full wypas i yerba mate w 0,5 butelkach!

© Alternatywne Zwiedzanie Warszawy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci