Menu

Alternatywne Zwiedzanie Warszawy

blog przewodnicki

Olgierd Budrewicz o Pradze

kasiachudynska

Olgierd Budrewicz już w latach 60 tych zauważył turystyczne walory Pragi, swoistą „praską egzotykę”, która przyciąga tu wiele osób w ostatnich latach. Opisując Pragę raz się wstydzi, raz puszcza do nas oko. Jego Tour de Praga to żartobliwa oferta zwiedzania skierowana do Biur Podróży działających w latach 60.  XX wieku. I chociaż nie ma już kociego bruku na Targowej, drewnianych chałupek ani dorożek, to jego spojrzenie broni się do dziś.

Na podstawie felietonu Tour de Praga z „Bedekera Warszawskiego -  Praga” wyd. Czytelnik 1964 r.


Rzeka kocich łbów – na takie miano zasłużyła główna ulica Pragi - Targowa, na swym ostatnim odcinku, obok Cerkwi: „Pryncypialna arteria na krótkim odcinku do Wileńskiej, ignoruje fakt postępującego awansu centrum Pragi, obnosząc kamienie polne niczym etolę z nurków.”


Główne obiekty dzielnicy. Skrzyżowanie Targowej i Świerczewskiego (!) to istny młyn. Gdyż „tłum ludzi krąży nieustannie między głównymi obiektami dzielnicy”. Między samochodami, tramwajami i autobusami przemykają również „szlachetne pojazdy konne”.  Punkty docelowe przemieszczającej się ludności to: - gmach dyrekcji okręgowej PKP, poczta, dworzec Warszawa – Wileńska i stacja wąskotorówki Warszawa – Targowa, cerkiew, wydział komunikacji na Floriańskiej, milicyjny supersam na Cyryla i Metodego, szkoła Władysława IV….


Nieskalane okazy architektury drewnianej. Olgierd Budrewicz z lekkim niesmakiem pisał, że „ciągle jeszcze trwają w stanie nieskalanym okazy architektury drewnianej z ubiegłego stulecia. (…) Chałupinki, z których w każdej chwili gotowy jest wyjść pan Szmul Zbytkower lub – prędzej jeszcze – któryś z jego licznych dłużników.”


Podwóreczka – kombinaciki. Zero naszego dzisiejszego zachwytu - jego zdaniem są szare i majestatycznie brzydkie. W bramach wiszą tasiemcowe listy lokatorów, a lunatyczne podwóreczka ozdobione są „świętymi figurami”. (niemal da się słyszeć jak wydyma wargi na te prowincjonalne objawy pobożności). Praskie podwóreczka opisywał jako kombinaciki warsztatów usługowo – produkcyjnych, gdzie można znaleźć w potrzebie i akuszerkę,  fotografa i zakład nożowniczy.


Efekt delirycznych halucynacji. Uwagę zwiedzających Pragę zwracał na „frontowy budynek osiedla Praga I (dzieło arch. Syrkusów), jeden z nielicznych w mieście domów zwichrowanych, wężykowatych meandrowych, falistych; podobno pijacy, dostawiani tamtędy do sąsiedniej komendy milicji, mijając dom, łagodnieją wyraźnie – wydaje im się wówczas, że mają deliryczne halucynacje.”


Plany operacyjne pod Dworcem Wileńskim ustalały panienki lekkiego autoramentu. Oznaczało to po prostu rozdzielenie rejonów działania. Odbywało się to na placyku „powyżej poziomu jezdni ul. Targowej”. Skwerek ów to akcent dość sielski i sympatyczny, dworzec skryty jest w tyralierze brzózek, których cień, zwłaszcza latem jest kojącym schronieniem wspomnianych panienek i parkingiem dla dorożek.


Okręt, który trzeba zatopić, czyli narożny (dziś Al. Solidarności i ul. Targowej) budynek urzędu pocztowego. To jedyny bodaj obiekt wzniesiony przy Targowej do roku 1964 po wojnie. Jego architektura nie wzbudzała zachwytu wybitnego podróżnika: „Jest to dość zręczne skrzyżowanie domu z okrętem (dzieło prof. Lacherta), budynek podejrzewany o ukrywanie frontu od podwórka, co jest niestety złudzeniem; okręt próbowano niedawno otynkować, impreza się nie powiodła – pozostaje jednostkę spuścić na dno, ale na to nas oczywiście nie stać.”


Ogromnie urozmaicona linia nieba – tak Budrewicz podsumował praską arterię – Targową, widziana z odległości. To wysoce dyplomatyczne określenie wyjaśnia dalej następująco: „domy piecio- i siedmiopiętrowe stoją ramię w ramię z parterowymi i jednopiętrowymi pigmejami. Targowa jest długim grzebieniem o powyłamywanych zębach.” Dziś do tych zębów doszły dwa, nierówne kły w postaci dwóch kilkunastopiętrowych bloków.


Salony Targowej – bynajmniej nie chodzi o liczne dziś salony mody ślubnej, ani odzieży używanej, gdyż w latach 60 tych tę funkcję co najwyżej spełniały budy na bazarze Różyckiego. W czasie wycieczki Budrewicza pod numerami 62 i 64 te salony to restauracja Spółdzielni Inwalidów, kawiarnia „Kolorowa” oraz dwa sklepu Jubilera.

W gablocie przy bramie pod numerem 62 można było zobaczyć jedną z  nielicznych zachowanych reklam z okresu międzywojennego: blaszaną tablicę z wielką literą S, portetem Pani szyjącej na maszynie i napisu” Singer sewing machine company”. Dziś reklam nie ma, ale nadal w bramie malutki warsztacik ma pan naprawiający maszyny do szycia. Dziś warto zajrzeć  także do podwórka, które pielęgnuje tradycję „kombinaciuku” w nowoczesny sposób. Posiada największą ilość namalowanych kotów piwnicznych, obowiązkową kapliczkę, pracownię artystyczną, tylne wejście do galerii oraz udekorowany street artowo śmietnik. Do tego wszystkiego zapraszają  cerkiewne anioły z domalowanymi szybką ręką rogami. Aby wejść w ten niecodzienny świat należy jeszcze znać właściwy kod do domofonu.


Apteka promująca kulturę. W walącym się dziś budynku z adresem Targowa 56, śpieszący na Różyc lub do księgarni Gebthnera i Wolfa na rogu z Kępną dostrzeże kątem oka napis „Człowiek kulturalny nigdy nie pije!” – informuje nas Budrewicz. Na bazarze Różyckiego zwanym wówczas oficjalnie Przedsiębiorstwem „Targowisko”, wszystko „kipi, bulgoce, szumi, kotłuje się, miesza i fermentuje.” Budrewicz określa to jasno i dobitnie „bazar chluba i klęska Pragi!” Dziś to zdanie może bardziej pasuje do określenia Stadionu Narodowego w dniu meczu.


Nowoczesna katedra, „ dom na miarę metropolii” dziennikarz nie szczędzi nieco kąśliwego uznania dla szklanego dziewięciopiętrowca z barem samoobsługowym „Oaza”. Był to lokal olśniewający, słowem biały kruk dzielnicy. Będziecie zaskoczeni, gdy odkryjecie, że ta „Katedra” to dom z adresem ul. Targowa 42.


Kaprawe fabryczki i oficyny przydeptane zdobiły nieparzystą stronę ulicy Targowej, a dokładnie numery od 27 do 37, gdzie dziś mamy przykładne plomby osiedla Jagiellońska. Nieco wcześniej wrastały tam w ziemię drewniane chałupy. Inny wart uwagi punkt to sklep ogólnospożywczy Anieli Marszałek, gdzie można było przenieść się 40 lat wstecz i udawać, że jest rok 1927 – radził Budrewicz.


Inne państwo za wiaduktem. Nieubłaganie zbliżamy się do nasypu kolei średnicowej i „chociaż nad ulicą przechodzi ona wiaduktem, coś się w tym miejscu definitywnie kończy. Dalej jest już inne państwo.” – podsumowuje Budrewicz. I my się tu żegamy.


Uszanowanie, proszę publiki.


Wystawę inspirowaną felietonem Olgierda Budrewicza w lutym i marcu 2012 można było oglądać w Novym Kinie Praha. Od 17 marca dostępna jest w klubie Sens Nonsensu, przy ul. Wileńskiej 23.




© Alternatywne Zwiedzanie Warszawy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci