Menu

Alternatywne Zwiedzanie Warszawy

blog przewodnicki

Literacka podróż po warszawskiej Pradze cz. 3

kasiachudynska

Dzisiaj bierzemy na warsztat „Cwaniary” Sylwii Chutnik i „Stadion. Diabelskie Igrzyska” Ify Nwamana. Zapraszam na uliczne akcje w zaskakującym, damskim wykonaniu i tajemnice szemranych interesów w miejscu dzisiejszej narodowej chluby.

Może niektórzy wierni czytelnicy bloga WarsOff pamiętają, że zimą rozpoczęliśmy cykl wirtualnych wycieczek śladem literatury po Pradze. Nadeszła wiosna, pora na spacery praktyczne i trzecią część literackiej podróży po Pradze. Tym bardziej, że w najbliższy weekend zapowiada się wyjątkowe miejskie wydarzenie zbliżone do naszej idei literackiej włóczęgi - Warszawa Czyta - http://warszawaczyta.org/ inspirowane bezpośrednio jedną z książek, o których poniżej.

Panowie, śpieszymy się na poród

Mowa o „Cwaniarach”, Sylwii Chutnik (Świat Książki, 2012). Pamiętam, że gdy książka kiełkowała, czy może lepiej byłoby napisać, była publikowana w częściach na blogu pisarki, wówczas tytułowe cwaniary, były dziewczynami z Pragi. Jako, że w działalności przewodnickiej jesteśmy mocno ukierunkowani na prawy brzeg Wisły żal trochę, że dziewczyny w wersji książkowej stały się mieszkankami Mokotowa. Ale na osłodę jest jeden fragment, bardzo konkretnej akcji, która dzieje się w obrębie ulic Inżynierskiej, Stalowej i Czynszowej, czyli osławionym trójkącie bermudzki.

Drugi przyczynek to fakt, że przewodniczka WarsOff jak i Halina, jedna z „cwaniar” są w tym samym zaawansowanym stanie, zwanym błogosławionym. Dlatego też zaczniemy od tego, co Halina robiła na Pradze. Nie będzie to bynajmniej miły spacer po dziecięce śpioszki, ale rozegra się akcja krwawej ulicznej bijatyki, której główne sprawczynie to Halina Żyleta, będąca w 8 miesiącu ciąży („zbiera narzędzia zbrodni tak, jak kobiety zbierają biżuterię”) oraz jej koleżanka Celina. Oto miłe okoliczności spotkania dwóch dam:

„Wysiadła przy Inżynierskiej i niemal biegiem rzuciła się do sklepu.

- Ćwiarteczkę, kierowniczko! – wysapała.

- Ale, co też pani, w ciąży matce to ja nie podam, co pani zgłupła?

- Nie, nie to dla chorej babci, bo jej się noga paprze po żylakach i to trzeba spirytusem nasmarować dwa razy dziennie, bo inaczej opuchlizna i świerzb. Tak że to tak tylko, nie dla mnie, absolutnie.

I już, niemal na schodach, z buteleczki chlup do ust!

Naraz krew zaczęła inaczej krążyć, inaczej myśli się uczesały, a wzrok taki sokoli, jakby lepszy.

Sprzedawczyni wychyliła się zza lady i smutno spojrzała w stronę dziewczyny. Pokiwała głową z przyganą. Cywilizacja śmierci, zagłada. To już nas, Polaków koniec. (…)

Na Stalowej, niedaleko baru, stała Celina i nerwowo paliła papierosa. Była już po pierwszej robocie, ale towar zostawiła w zaprzyjaźnionym klubie. (…)”

Tutaj następuje opis porannej „roboty” czyli pewnej specyficznej pasji cwaniar, której może póki co nie będziemy wyjawiać. Tymczasem akcja na „Nowej Pradze” rozwija się szybko, bo dziewczyny zaraz zobaczyły swoje „cele”: „Nie było możliwości i sprzyjających warunków do kontynuowania tak mile zaczętej pogawędki, bo zza rogu wyszło dwóch napompowanych facetów o twarzach rzeźbionych tępotą. (…)

- Pierwsza zagrodziła im drogę Celina.

- Panowie, oj, my tu z koleżanką potrzebujemy pilnej pomocy, gdyż zepsuł nam się samochód, a spieszymy się na poród. Panowie by zerknęli pod maskę, bo coś tam się dymi, a my nie wieeemy. (…)

Ledwo skręcili w Czynszową posypały się pierwsze ciosy. Celina krzyknęła tylko: „Bierz tego z długimi”, a sama zaczęła tłuc łysego. Bach, bach, po twarzy, po brzuchu i w podbrzusze. (…)

Ten pierwszy facet leży już na ziemi, z ust ciurka krew. Stara się poderwać, ale co chwilę dostaje nowe kopniaki. Tymczasem Halina walczy metalową pałką – na indywidualne ciosy nie mogłaby sobie pozwolić ponieważ przeszkadzałby jej ogromny brzuch.

I tak leniwie kończył się wieczór, przechodnie cofali się do bram, a wybite zęby pokrywały chodnik.”

Nie pytajcie nas o motywy i dalszy przebieg losów bohaterek. To tylko jeden z kilku epizodów,  a po wszystkie odpowiedzi odsyłamy na kartki tej opowieści o „nocnej Warszawie,  śmierci i idealnie skrojonej zemście.”

Więcej o cwaniarach podczas kilkudniowej imprezy „Warszawa Czyta”, w ramach której odbędą się dwie wycieczki szlakiem „Cwaniar” po Mokotowie  - piesza i rowerowa.

Gdzie są podróbki z tamtych lat?

Następna i ostatnia pozycja w naszej wycieczce po literackiej Pradze wydana została w 2009 roku i może być dziś podróżą sentymentalną w bardzo egzotyczne miejsce.

Kiedyś było to „najwspanialsze miejsce w Polsce do robienia interesów”, dziś jest nowym symbolem stolicy, jedną z najdroższych warszawskich inwestycji, chlubą narodową. Stadion Narodowy w swoim poprzednim wcieleniu Jarmarku Europa został sportretowany od środka w kontrowersyjnej powieści Ify Nwamana „Stadion. Diableskie Igrzyska.” Kontrowersyjnej, bo od środka pokazującej nie tylko stadionowe interesy czarnoskórych przedsiębiorców, ale również ich codzienne życie w Polsce, w tym relacje damsko – męskie. Za bezwzględną szczerość autor zebrał niezłe gromy od afrykańskiej społeczności Warszawy. Np. Nigeryjczycy  są tu ekspertami od szczególnego rodzaju przekrętów. Autor dodaje jeszcze pikanterii twierdząc: „Wszystkie historie, które opisałem, przydarzyły się naprawdę, ale niekoniecznie mnie.”

Pierwszy rozdział zaczyna się opisem totalnego chaosu, paniki i zgrozy jaka towarzyszyła kupcom, gdy na stadion wpadały „maski.” Mężczyźni w kamizelkach kuloodpornych, czyli funkcjonariusze Urzędu Celnego, szukający markowych podróbek, pirackich programów komputerowych, papierosów i wódki bez akcyzy. Na dalszych kartach główny bohater Mike opisuje swoją drogę z maleńkiej wioski Ebenato w Nigerii przez ośrodek dla uchodźców na Siekierkach do „finansowego raju”, czyli pracy na Stadionie.

Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze dobrze, że większość Arykańczyków pracujących na stadionie specjalizowała się właśnie w podróbkach znanych marek, w tym obuwniczych. Charakterystyczne bardzo było zachowanie czarnoskórych chłopaków wobec młodych klientek – pamiętam, że moje koleżanki dzieliły się na te, które nie cierpiały ich nachalnego podrywu, po te, którym całkiem to schlebiało. Rozwinięcie tematu znajdziecie w książce Nwamana. Tymczasem pora na fragment opowieści z życia stadionowego kupca:

„Policjant Irek przechodził koło stolika Mike’a kilka razy. Za każdym razem zatrzymywał się na chwilkę, żeby popatrzeć na konkretną parę butów. Tym razem było inaczej.

- Masz numer 44? – zapytał Mike’a, podnosząc z podziwem czerwone puma ferrari. Niestety, był to właśnie ten rozmiar. W przeciwnym wypadku Mike powiedziałby, że nie ma odpowiedniego numeru. Nikt nie chciał handlować z policją.

- Tak – powiedział Mike niechętnie.

- Ile kosztują?

- Ale pan już wiesz – odparł Mike i policjant się zaśmiał.

- Okej, zapakuj je i przechowaj dla mnie.

- Dobra – Mike nie był przesadnie szczęśliwy, jednak zapakował buty i schował je do swojej torby. Irek przyjdzie pod koniec zmiany, żeby je odebrać i zapłacić. Policjanci mieli świra na punkcie butów Puma Ferrari, ale nigdy nie dawali za nie dobrej ceny. Sprzedawcy woleli więc unikać takich transakcji.”

Mike opowiada również o dochodach, jakie osiągał on i jego koledzy kupcy oraz o tym, jak powstawały identyczne z oryginałem buty i ciuchy. Pisze, że chociaż większość klientów spoglądała na stadionowych sprzedawców podróbek z litością, to osiągali oni „nieprawdopodobne zyski”. Do tego nieopodatkowane.

 

 

 A skąd brał się towar?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nagle, nie wiadomo skąd, jakiś Ormianin sprowadził fałszywe nalepki: Nike, Reebok, Adidas, Puma. Kupił kilka par butów od Wietnamczyka i obklejone postawił na stoliku. Buty zniknęły od razu. Polscy klienci wyczyścili wszystko. Ormianin uruchomił seryjną produkcję fałszywych naklejek i sprzedawał je afrykańskim i hinduskim handlarzom. Nagle na stadionie pojawiły się ekskluzywne i drogie buty Nike i Adidas kosztujące ułamek ceny obowiązującej w sklepach w Centrum. Polscy klienci oszaleli. (…)

Po kilku tygodniach pojawiły się nowe metki. Tym razem z materiału przeznaczone na ubrania. Jeśli nawet nieliczni klienci nie byli pewni autentyczności nylonowych naklejek, które przyprasowywało się do butów żelazkiem, to nowe metki ubraniowe rozwiały ich wątpliwości. Znaki firmowe były uderzająco podobne do oryginalnych. (…)

Nalepki nie były tanie – złotówka za parę. Wietnamskie buty można było kupić średnio po 20 zł. Ale kiedy buty przeszły transformację i stawały się Nikami lub Adidasami, afrykańscy handlarze sprzedawali je średnio po 90 zł. Dla polskiego nabywcy to było nic w porównaniu z 300 zł, które musiałby zapłacić za podobne buty w sklepie. (…)

Dopiero po dłuższym czasie Polacy się zorientowali, że kupują podróbki. Nazwali je „klejone”. Sprzedaż spadła. Ale wtedy pojawili się Rosjanie i Turcy, szybko wypełniając lukę. „Oryginalne” buty i ubrania przemycali do Polski z Rosji. Markowe dżinsy, takie jak Hugo Boss, Wrangler, Levi’s, Armani napływały z odległej Turcji. Te buty i ubrania były  idealną kopią produktów sprzedawanych w sklepach. Różnica polegała na tym, że rosyjskie i tureckie „oryginały” wykonywano z tańszych i gorszych materiałów. Ale Polscy klienci nie troszczyli się o to. Rzucali się na towar jak sępy na padlinę. Popyt odżył, a sprzedaż znowu poszybowała w górę.”

To wszystko już kwestia przeszłości, jednak faktem jest, że to dzięki stadionowi mamy w Warszawie znów namiastkę wielokulturowości, zaczynając od społeczności wietnamskiej, po niemal 2 – 3 tysięczną społeczność afrykańską.

Na stadionie kończymy nasz spacer, choć na pewno można jeszcze z niejedną książką pójść dalej, chociażby na Saską Kępę.

Praski trend w literaturze rozwija się całkiem prężnie i jestem przekonana, że doczekamy jeszcze kilku ciekawych fabuł osadzonych w naszej ulubionej dzielnicy. Jedna, całkiem intrygująca, pojawia się w zapowiedziach literatury dziecięcej.

Otóż na Pradze akcję swojej najnowszej, powstającej jeszcze powieści umieścił Grzegorz Kasdepke, autor bestsellerowych powieści dla dzieci. „Banda trupków i sandały Hermesa” ma być książką o chłopcu, który pomaga swojemu niezbyt zamożnemu ojcu prowadzić ciucholand na warszawskiej Pradze.

Czekamy i czytamy!

Polecamy również poprzedni części literackiej podróży po Pradze:

http://warsoff.blox.pl/2013/03/Literacka-podroz-po-Pradze-cz-1.html

http://warsoff.blox.pl/2013/03/Literacka-podroz-pod-Pradze-cz2.html

© Alternatywne Zwiedzanie Warszawy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci