blog przewodnicki
piątek, 18 stycznia 2013

Rodzimi reżyserzy chętnie podłapują miejskie trendy, nic więc dziwnego, że w polskich filmach nie brakuje aktualnie modnych, warszawskich plenerów.

Nie wiem, gdzie mieszka reżyserka Bejbi Blues, Kasia Rosłaniec, czy również jak część cele brytów i artystycznej elity na Pradze, czy też bywa tu ze względów zawodowo - towarzyskich. Faktem jest, że w jej najnowszym filmie, mamy co najmniej trzy wyraziste praskie miejscówki, charakterystyczne dla naszych warszawskich hipsterów.

W końcu, jak napisał jeden z recenzentów film ma „efektowny, hipsterski look”, więc w domyśle, te praskie, klimatyczne plenery look ten dopełniają.

Zanim jednak przejdę do prawego brzegu stolicy, brawo za pierwszą scenę, gdzie główna bohaterka mknie na rolkach prowadząc przed sobą oldschoolowy wózek - gondolę z dzieckiem, wzdłuż domów centrum. W tle migają wystawy popularnych odzieżowych sieciówek, na które ona nie zwraca uwagi, bo jak każdy szanujący się hipster, preferuje ciuchy bardziej wysublimowane, od niszowych marek i designerów lub ewentualnie wygrzebane w ciuchlandach, co daje wybuchową mieszankę stylu późnych lat 80 i 90 tych.

Kłopotowskiego 38

Właśnie po eskapadzie do second handów następuje moment oglądania i przymierzania łupów. Scena sprawia wrażenie jakby dziewczyny prosto ze sklepów skręciły do pobliskiej bramy, by oddać się ciuchowej orgii. Może to nie przypadek, że na ciuchy przyjechały na Pragę, wszak Targowa słynie dziś z licznych second handów i banków, a pobliski Bazar Różyckiego za komuny był miejscem zaopatrywania się w modne szmatki szmuglowane  z Zachodu.

Brama, do której skręcają dziewczyny nie jest przypadkowa –

fot. za warszawawobiektywie             widza atakują zielono – czerwone

kolory ścian i zdobień zacisznego wnętrza secesyjnej kamienicy przy ul. Kłopotowskiego 38. Oczywiście ten estetyczny szok jak najbardziej pasuje do klimatu filmu. Wyjątkowy budynek, pochodzący z ok. 1920 roku, znany jest również jako kamienica z trzema fasadami, gdyż ma bardzo podobne secesyjne zdobienia (kwiatowe girlandy, falujące łodygi) zarówno od strony ul. Targowej, jak i po bokach od ul. Kłopotowskiego i Okrzei.  Jaskrawo pomalowana brama jak i spiralna klatka schodowa z oryginalnymi, żeliwnymi schodami i balustradami jest chętnie wykorzystywana przez ekipy filmowe oraz fotografów do sesji mody czy zdjęć ślubnych. W trakcie wycieczek WarsOff również zagladamy tutaj np. idąc śladem „Praskich klatek schodowych”, „Praskich Ostańców”, czy też „Artystycznej Pragi”.

Przystanek na Brzeskiej

Następnym rozpoznawalnym praskim plenerem w filmie Bejbi Blues jest słynna ul. Brzeska. Ktoś, kto dawno na niej nie był, nie rozpoznałby pewnie, że to jedna z jej ścian daje tło do zdjęcia promującego film. Czwórka bohaterów stoi w typowych, niedbałych pozach, ale wystylizowanych do bólu, oczywiście wraz z bobasem we wspomnianym oldschoolowym wózku. Witryny tajemniczego przybytku to baraki na tyłach Bazaru Różyckiego, cóż się tam mieści, można się tylko domyślać.

Inny kadr na Brzeskiej jest zrobiony dosłownie naprzeciwko, w tzw. „wnęce”, gdzie jeszcze do niedawna mieścił się pub „Pawiarnia”. Pod łuszczącą się już vlepką renesansowego street artu Joli Kudeli, przedstawiającą Chrystusa w dredach, stoją nasze bohaterki i … czekają na autobus.

 

Tutaj właśnie na potrzeby filmu ustawiono przystanek, jednak autobus, do którego wsiadają dziewczyny podjechał zbyt szybko, bym zdołała wyłapać jaki to numer jeździ po Brzeskiej. Osobom spoza Warszawy radzę, by nie czekały tam jednak na autobus, bo przystanku na Brzeskiej w rzeczywistości chyba nigdy nie było. Co prawda kursowały tam dorożki i riksze, ale o tym mało kto już pamięta.

Praskie podwórko Inżynierska 3

Trzecim praskim plenerem wykorzystanym w filmie Bejbi Blues jest miejsce dobrze znane hipsterom, artystom, klubowiczom i studentom -  to podwórko z adresem Inżynierska 3. Zimą mało atrakcyjne miejsce, za to w ciepłe miesiące wre tam życie. Miejsce często wykorzystywane do różnych kulturalnych koncertów, festiwali, przedstawień teatralnych czy modnych ostatnio „pchlich targów”. Na co dzień działa tam Galeria Nizio, studio komiksowe, pub o dość lokalnym charakterze. Przed podwórko to przechodzą bywalcy „Snu Pszczoły”. Tutaj właśnie spotyka się główna bohaterka z chłopakiem, który załatwił jej pracę marzeń w designerskim sklepie. Dziewczyna czuje się jakby złapała Pana Boga za nogi, a gdy wychodzi uszczęśliwiona z kluczami z bramy widzimy jeszcze kawałek Inżynierskiej wraz z Cafe Melon.

Po za Pragą mamy w filmie jeszcze całkiem sporo lewobrzeżnej Warszawy – choćby miejsca ulubione przez stołecznych skejterów -  plac Trzech Krzyży, pod pomnikiem Witosa, czy tyły hotelu Marriot. Jako, że mam jednak typowo praskie skrzywienie, dodam, że ostatnia scena, choć nakręcona we wnętrzach, gdyby odbywała się w realu również byłaby odegrana po prawej stronie Wisły.  A dokładnie na Olszynce Grochowskiej. Chodzi mianowicie o „Kamczatkę”, czyli Zakład karny dla Kobiet, którego dziś pełna nazwa brzmi Areszt Śledczy Warszawa Grochów.

środa, 09 stycznia 2013

Wszyscy wiemy, że Praga ma niepowtarzalny klimat – można ją  nazwać prawdziwym „miejskim skansenem”. Miłośnicy przedwojennej Warszawy, a raczej Pragi, którzy przyjeżdżają tu, by poczuć powiew przeszłości coraz częściej natykają się na atrapy postawione w miejscu wyburzonych budynków. Poniżej wirtualna wycieczka – na trasie 6 bardziej lub mniej udanych adaptacji.

Budowa zwana rewitalizacją

Nie będę tu bronić sypiących się ruder, bo zapewne mieszkanie w nich nie ma sensu, ale chcę przyjrzeć się obecnym formom praskiej rewitalizacji. Jednym z zauważalnych trendów jest wyburzania budynków „w złym stanie technicznym”, grożących „katastrofą budowlaną” itd. a w ich miejscu stawianie atrap zbliżonych do oryginału. Przy czym owo odzwierciedlenie oryginału bywa najczęściej ubogacone radosną twórczością projektantów, podyktowane funkcjonalnością nowego budynku i kosztami materiałów wykorzystanych przy budowie, zwanej nieraz szumnie rewitalizacją.

Patrząc na stan większości praskich kamienic, fabryk i innych przedwojennych budynków można mieć obawy, że ten trend to najlepsze, co nas czeka. Inwestorzy bowiem od dawna przekonują, że nie ma sensu kosztowane remontowanie sypiących się budynków (przykładem może być tu przedłużająca się rewitalizacja kamienic przy ul. Targowej 50/52), skoro na ich miejscu można postawić nowe, prawie takie same. Jak wiadomo prawie, robi wielką różnicę. Niewątpliwie ukłonem w stronę inwestorów jest praktyka wpisywania do rejestru zabytków tylko elewacji budynków.

Prawobrzeżna starówka pełna tandetnych atrap

Czy Praga stanie się drugą starówką obrośniętą tanimi atrapami? Problem zauważył kilka lat temu m.in. Piotr Martyn podczas sesji naukowej poświęconej dziedzictwu kulturowemu warszawskiej Pragi. Postawił wówczas retoryczne pytanie: „Czy – wobec siły praw wolnorynkowych – istnieje pośrednie rozwiązanie między bezdusznymi hipermarketami wzniesionymi w okolicach alei Solidarności i odmalowaną w pastelowych kolorach współczesną zabudowę „plombową” przy ulicach (dawnej) Nowej Pragi, a wrażeniem sztuczności, jakie pozostawia obraz miasteczka po remoncie i próba wmontowania w nowe, „wielkomiejskie” budynki fragmentów imitujących dawne kamienice małomiasteczkowe, jak stało się przy ul. Ząbkowskiej w pobliżu Bazaru Różyckiego?” Zobaczymy.

Nr. 1 - Atrapa na Brzeskiej

Boom trendu „erzacowego” przypadł na koniec lat 90 tych XX wieku. Pierwszy punkt na naszej trasie to adres Brzeska 3, którego dziś już nie ma! W 1999 roku z powierzchni ziemi zniknęła historyczna, dwupiętrowa kamienica Izaaka Weichenberga  (jedna z najstarszych na Brzeskiej, bo pochodząca z lat 80 tych XIX wieku), by po odrodzeniu w nowej wersji stać się częścią biurowca Centrum Millenium. Fasada od strony ul. Brzeskiej, odtworzona co prawda przy udziale wybitnych varsavianistów, to nie wierna rekonstrukcja, ale wariacja na temat tego, jak mogła niegdyś wyglądać. Dziś kłuje w oczy jej sztuczne wykonanie, kontrastujące z pozostałą zabudową totalnie zniszczonej a „zabytkowej” ulicy. Przy okazji znawcy Pragi kąśliwie zauważają, że inwestor zmienił adres nowo powstałego erzaca przypisując go do ul. Kijowskiej 3, być może po to, aby nie straszyć potencjalnych nabywców powierzchni konotacjami z „niebezpieczną” i „patologiczną” Brzeską. Tymczasem historia nieistniejącej kamienica z Brzeskiej 3 nie jest powodem do wstydu – na początku XX wieku należała do Michała i Marii Radziwiłłów (fundatorów Bazyliki na Kawęczyńskiej), a sama księżna miała tu mieszkać po śmierci męża.

Nr. 2 Estetyczna masakra na Ząbkowskiej

Przełom wieku to wyjątkowo płodny czas dla powstawania praskich atrap. Na kolejną, najbardziej krytykowaną natkniemy się na ul. Ząbkowskiej. To „budynek mieszkalny wielorodzinny z garażem podziemnym” przy ul. Ząbkowskiej 23/25 w Warszawie powstały w 2000 r. Zaprojektowany został przez trójkę architektów z firmy Wadeco. Ich zdaniem „budynek wpisał się w atmosferę starej Pragi nie tylko kształtem dachów, lukarn i zaokrąglonych narożników. Istniejące fragmenty starej parterowej zabudowy stały się dobrze wkomponowaną częścią nowego obiektu.” Owo wkomponowanie sprawia wrażenie nieudolnego, zrobionego byle jak. To fakt, że parterowe fasady są charakterystyczne dla podmiejskiej zabudowy Ząbkowskiej II połowy XIX wieku. Ale źle wkomponowane, ucięte w pół okna to estetyczna masakra.

Nr.3 Kino Praha - Atrapa budząca sympatię

Przechodzimy na drugą stronę ul. Targowej i zmierzamy w stronę Kina Praha, które jest spektakularną, choć przyznam, że budzącą cień sympatii atrapą. To najmłodszy budynek, który po niespełna 60 latach w 2007 roku został zamieniony nowoczesną wersją będącą już nie tylko kinem, ale całym „Centrum Praha”, aby spełniać funkcje biurowo – konferencyjne. O poprzedniku przypomina luźne nawiązanie do bryły budynku oraz trzy płaskorzeźby z oryginalnej elewacji, umieszczona na parterze. Skąd ten cień sympatii? Chyba głównie dlatego, że budynek mimo wielu trudności utrzymał pierwotne funkcje kinowe, a współczesną wartością dodaną są płaskorzeźby znanych polskich aktorów. No i tak na marginesie, to moje ulubione kino, choć repertuar nie zawsze spełnia oczekiwania.

Nr. 4 Symfonia, czyli Praski Młyn Parowy

Zmierzamy ulicą Okrzei w stronę Wisły i zatrzymujemy się pod numerem 23. Dziś można tu zjeść w eleganckiej restauracji, wynająć biuro lub odwiedzić główną siedzibę oddziału koncernu kosmetycznego. Varsavianiści z uznaniem pisali o nawiązaniu na jednej z fasad apartamentowca oddanego do użytku w 2001 r., jako o pierwszej „inwestycji” upamiętniającej fragment poprzednika. Współczesny budynek noszący wdzięczną nazwę Symfonia (trudno znaleźć powiązania nazwy z lokalną historią miejsca) znajduje się w miejscu dawnego Praskiego Młyna Parowego Mordki Rubinstaina, z lat 20 tych XX wieku. Młyn znajdował się przy ul. Okrzei 23, natomiast „Symfonia” ma adres Kłopotowskiego 22 i wypełnia przestrzeń między dwiema ulicami. Dziś widoczną pozostałością po młynie, rozebranym w większości w latach 80 tych XX wieku jest ceglana elewacja na poziomie parteru i dawnej sutereny. We współczesnych opisach tej części Pragi figuruje jako „udany przykład adaptacji zabytkowych reliktów”. Dodatkowo podkreślany jest fakt, iż w trakcie prowadzenia inwestycji budynek nie był zabytkiem, a ówczesny inwestor (firma mająca na koncie wiele wyburzeń i atrapowych posunięć, również już wcześniej wymienionych) zdecydował się zachować fragment starego budynku z własnej nieprzymuszonej woli!

Nr. 5 Apartamentowiec, który połknął fabrykę

Tymczasem rośnie nowa atrapa. By ją zobaczyć wystarczy z ul. Okrzei skręcić w niewielką ul. Krowią. Na terenie przylegającym do Portu Praskiego mamy całkiem surrealistyczny widok - spod dźwigu, jak spod igły, wyłania się świeża i czyściutka ceglana fasada dawnej fabryki ślusarskiej Ogórkiewicza i Zagórnego. To nawiązanie do budynku powstałego w 1903 r. na rogu ul. Okrzei i ul. Krowiej.  Budynki fabryki przekształconej w Zakłady Metalurgiczno – Mechaniczne w ostatnich latach systematycznie popadały w malowniczą ruinę, w czym pomagały tajemnicze pożary. Choć budynek administracyjny miał być zachowany i wkomponowany  w planowane tu osiedle, ostatecznie został zrównany z ziemią całkiem „legalnie”, pod wpływem usilnych starań inwestora. W części fasady do wysokości 3 piętra widoczna jest rekonstrukcja elewacji, a następne piętra są już typowe dla współczesnej zabudowy - z przeszklonymi balkonami, sprawiającymi wrażenie lekkiej, ażurowej konstrukcji starającej się nie zdominować bardziej historycznego „dołu”. Czyżby po to, abyśmy odnieśli wrażenie, że developer z troską pochylił się nad upamiętnieniem industrialnych pozostałości ocenianych przez historyków sztuki jako „cenne ze względu na ciekawą architekturę”?

Nr. 6 Atrapa z Kamionka w prokuraturze

Z Krowiej przedostajemy się w stronę Kamionka, a dokładnie na ul. Mińską. Obfituje ona w wiele poprzemysłowych obiektów, nas jednak interesuje atrapa będąca częścią budynku mieszkalnego z adresem Mińska 62. Jak podaje portal Twoja-Praga.pl, 8 piętrowy blok został zbudowany w 2009 roku w miejscu zburzonych przy bierności Mazowieckiego Konserwatora Zabytków zabudowań Fabryki Wyrobów Ołowianych i Cynowych W. Kemnitza, które powstały dokładnie sto lat wcześniej. „Złożone przez Radę Osiedla Kamionek zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, niestety, nie przyniosło wskazania i ukarania winnych... Dziś jedyną pamiątką dawnej fabryki jest „atrapa" elewacji dawnej fabryki wkomponowana nieudolnie w nowy budynek.” Pierwotnie hala fabryczna od ul. Mińskiej była dwukondygnacyjna, przekryta walcowym dachem.

Nr. 7 Supermarket w miejscu zburzonej parowozowni

Na koniec uzupełnienie, zaproponowane przez uważnych czytelników naszego przewodnickiego bloga. (za co dziękujemy :). Niegdyś o Pradze mówiono, że była kolejowym mocarstawem, dziś staje się mocarstwem supermarketowym, vide CH Wileńska, które połknęło Dworzec Warszawa Wileńska. Kolejny supermarket popularnej niemieckiej sieci powstaje, a w zasadzie już powstał, w ramach inwestycji Nowa Wileńska, przy ul. Wileńskiej 14. Sprawa wyburzenia praskiej parowozowni, najstarszego reliktu po istniejącym tu Dworcu Petersburskim wzburzyła mieszkańców Pragi ponad dwa lata temu. Sprawa wyburzenia również w tym przypadku otarła się o sąd, który umorzył sprawę argumentując, że budynek był jedynie w trakcie rejestracji jako zabytek, a nie był nim w świetle prawa w momencie wyburzania. Dodajmy tylko, że mowa o parowozowni z lat 60 tych XIX wieku. Obok dokumentacja foto dzięki uprzejmości pana Jacka Natorffa.

Nowoczesne, sztucznie wyglądające erzace, choć nawiązującą do historycznej tkanki miejskiej w większości są karykaturą. Może i lepsze to, niż zupełne ignorowanie, tego jaka kiedyś była Praga. Choć nie wątpię, że jest wielu zwolenników takiego bezwzględnego „cywilizowania” i unowocześniania tej części miasta, którzy mają dosyć jej brudu, zaniedbania i wątpliwej reputacji ciągnącej się latami.

Ale wystarczy spacer ul. Próżną, by przekonać się, że historyczne budynki nie zawsze musi spotkać brutalny los, a ich właściwie potraktowane nadają miastu niesamowitą jakość.

Na szczęście pseudohistoryzujące atrapy to nie jedyny trend rewitalizacyjny, o czym jeszcze będziemy pisać.