blog przewodnicki
czwartek, 29 marca 2012

Interesujesz się historią Grochowa, lubisz pisać i chcesz usłyszeć historie, których jeszcze nikt nie słyszał? Zapraszamy do pracy wolontariackiej przy warsztatach dziennikarsko - przewodnickich dla osób 50+.

OGŁOSZENIE

Stowarzyszenie Barwy Kultury poszukuje wolontariuszy do pomocy przy realizacji warsztatów dziennikarsko-przewodnickiech skierowanych do osób 55+  z Domu Pomocy Dziennej i Klubu Seniora podlegających Ośrodkowi Pomocy Społecznej Praga Południe.

Szczegóły na temat projektu i organizacji: www.barwykultury.org

Stanowisko: asystent osób starszych-redaktor

Zakres zadań:
–    udział w warsztatach dla seniorów (16 i 23.IV. w godz. 11:30-13:30, 11 i 25.IV. W godz 16:00-18:00),
–    słuchanie i spisywanie wspomnień seniorów,
–    wstępna redakcja tekstów,
–    motywowanie uczestników do aktywnego udziału w warsztatach,
–    wsparcie osoby prowadzącej w realizacji warsztatów.

Wymagane kwalifikacje:
–    umiejętność pracy z osobami starszymi,
–    „lekkie pióro” i zainteresowanie dziennikarskie lub varsavianistyczne,
–    dyspozycyjność w podanych terminach,
–    cierpliwość,
–    komunikatywność,
–    sumienność,
–    terminowość w wykonywaniu powierzonych zadań.

Dodatkowo mile widziane:
–    doświadczenie w pracy z osobami starszymi,
–    doświadczenie w pracy dziennikarskiej, varsavianistycznej.

Warunki pracy:
–    możliwość wykonywania pracy redaktorskiej w biurze organizacji w przystosowanym na ten cel stanowisku pracy lub zdalnie,
–    możliwość podjęcia stałej współpracy z organizacją,
–    możliwość zaistnienia w publikacjach i informacjach prasowych na temat realizowanego projektu,

Zapewniamy działanie w ciekawym środowisku, możliwość poznania interesujących osób, historii o Dzielnicy Praga Południe oraz Warszawy. Oferujemy zdobycie wyjątkowego doświadczenia w nowatorskim projekcie na rzecz osób 55+ oraz referencje wystawiane po zakończeniu projektu, umowa wolontariacka.

Termin i warunki rekrutacji:
Wypełniony formularz zgłoszeniowy ( do pobrania na stronie Stowarzyszenia Barwy Kultury) prosimy o przesłanie na adres: projekty@barwykultury.org do dnia 9.IV.2012.

Wszelkie pytania prosimy kierować pod adres: projekty@barwykultury.org.


niedziela, 25 marca 2012

Czy to jest koniec pewnej ery na Pradze? Albo może  zapowiedź nowego… Działający od początku marca na ul. Inżynierskiej 8 klub Goryl we mgle to niespotkana dotąd jakość wśród praskich klubów – przed wejściem dywanik i pozłacane barierki, ochroniarze w garniturze ze słuchawką za uchem i, jak by tego było mało, po drugiej stronie ulicy, stojąca para policjantów.

Prawdziwa dżungla nowoczesności
Miejsce reklamujące się jako „prawdziwa dżungla nowoczesności”, adresowane jest do bywalców, którym przejadły się kluby warszawskiego centrum. Ale spokojnie, nie planujcie tam raczej najbliższego wieczoru. Klub nie jest przeznaczony dla zwykłych śmiertelników. Nie mówię już o tym, że chłopcy z wesołej bramy z naprzeciwka tam nie wejdą. To miejsce również niedostępne dla praskich artystów oraz podejrzewam większości bywalców innych popularnych klubów przy Inżynierskiej.


Zarobić na artystycznej legendzie
Goryl we mgle to „450 m2, dwa piętra, dancefloor, sala koncertowa i co najważniejsze - egzotyczny klimat”. Jeśli chodzi o praską egzotykę to slogan jak widać nie do zdarcia. Kilka chwil spędzonych na portalach plotkarskich pozwoliły potwierdzić plotki na temat właściciela Goryla. To syn znanego polskiego milionera. Bawią się tam więc np. jego znajomi włączając byłą parę prezydencką.

Budynek Inżynierska 8, (wcześniejszy adres Mała 2), w którym mieści się klub, jest zabytkiem. Wybudowany ok 130 lat temu, znany jako kamienica Edwarda Hessa. Od roku 1910 własność
Warszawskiego Towarzystwa Pomocy Biednym, Austro- Węgierskim Poddanym,
jak się zdaje instytucji charytatywnej. W 1924 darowana Ministerstwu
Spraw Wojskowych na dom dla inwalidów wojennych, ostatecznie przejęte przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej*. Jak mówi wieloletni mieszkaniec i zarazem wybitny znawca Pragi - Pan Jacek Natorff, na początku wojny mieściła się tu siedziba Czerwonego Krzyża oddział Praga, po wojnie był przychodnią rejonową, następnie siedzibą spółdzielni inwalidów. Po transformacji został sprzedany osobie prywatnej, która zamierzała rozebrać budynek i zagospodarować teren, prawdopodobnie w ten sposób jak posesja następna (chodzi o miejsce, gdzie w latach 90 tych wyrosła plomba, blok znany z serialu "Wiedźmy".

Właściciel nie uzyskał jednak wymaganych pozwoleń i budynek ok. 15 lat był pusty i niszczał. W zeszłym roku rozpoczęto prace, które zakończono przed miesiącem. Tyle historii.


Wygląda na to, że rozpoczął się kolejny etap spieniężania legendy artystycznej dzielnicy – po artystach, (którzy powoli pewnie będą stąd uciekać), przemyśle kreatywnym i klubach typu Łysy Pingwin i Saturator (zakładanych przez pasjonatów i odmieńców) oraz wielkich developerach, przyszła pora na miejsca dla VIPów. Niby nic nowego, mamy przecież Fabrykę Trzciny, Soho Factory, czytaj miejsce dedykowane celebryckiej wierchuszce. Ale lokal na rogu zapuszczonej Małej i Inżynierskiej to kolejny przykład dwóch skrajnie różnych światów na Pradze – przestrzeń dla zwykłych mieszkańców coraz bardziej się kurczy.


Dlaczego się czepiam?
Przecież właściciel klubu przy okazji zadbał o zabytkowy budynek i podobno miał świetny pomysł na postindustrialną aranżację wnętrz. Hmm, może i tak, ale jakoś tworzenie enklaw dla elit, wśród zaniedbanych kamienic z lokatorami, których problemy nikogo nie obchodzą, i którzy pewnie niedługo zostaną wywiezieni na obrzeża, napawa mnie niesmakiem. Praga ekskluzywna i egzotyczna? Nie kupuję tego.

fot. Jacek Natorff

* za te informacje podziękowania dla Szymona Patoki.

poniedziałek, 19 marca 2012

Po zapoznaniu się z historycznymi kobietami związanymi z warszawską Pragą, które przedstawiłam w przewodniku Sylwii Chutnik "Warszawa kobiet" nadszedł czas na zaprezentowanie współczesnych mieszkanek tej dzielnicy.

Dziesięć z nich można zobaczyć na wystawie "Prażanki".

Lubię praskie kobiety, wieloletnie mieszkanki jak i panie, które wybrały to miejsce do działania w ostatnich latach. Są konkretne, uparte, mają dużo pozytywnej energii.  Czuć tego ducha, którego miały w sobie po wojnie handlarki z Brzeskiej, które wyniosły z podwórka niewybuch w prześcieradle (tylko one się odważyły). Nie chcę wpadać w zbędny patos, ale to dziś dzielnica, w której czuje się tę kobiecą rękę - spójrz chociaż na praskie galerie - większość z nich prowadzona jest przez kobiety. To panie (choć nie tylko) z pokolenia na pokolenie czyszczą i dbają o jedyne w swoim rodzaju praskie kapliczki.

Na wystawie można zobaczyć:

Katarzynę Kazmierczuk, dyrektorkę Teatru Remus.

Zofia Kur, podopieczną Domu Dziennego Pobytu z ul. Brzeskiej, solistkę chóru „Cała Praga śpiewa z nami”.

Karolinę Tunajek, architekta, „Projekt Praga”

Agnieszkę Stanasiuk (pracownia sitodruku Stalowa 52)

Zofię Kubicką, rzeźbiarkę z Otwartej Pracowni Twórczej przy ul. Brzeskiej

Janinę Orzechowską, opiekunkę kapliczki

Marzenę Turek Gaś, autorkę wielkoformatowej instalacji na ścianie budynku Targowa 12,

Anię Schmidt, artystkę, fotografika, kierowniczkę świetlicy socjoterapeutycznej dla dzieci Mały Książe

Duet artystyczny „Podobasz mi się mała” z pracownii na ul. Małej

Ciocię Alę, czyli Alicję Krajewską, prowadzącą księgarnię z duszą – świetlicę dla dzieci na ul. Kowieńskiej  

 

 

Wystawę "Prażanki" można obejrzeć od 17.03 do 8.04 w CH Wileńska. (Parter po lewj stronie, zaraz za wejściem.)

 

Spłonął Dworzec Wodny - XIX wieczna barka "zbudowana na Warszawskiej Stoczni Rzecznej (WSR), w Porcie Czerniakowskim w 1888 roku, z drewnianą nadbudówką. Do lat 70. XX wieku służyła jako przystań dla statków parowych, które woziły pasażerów po Wiśle z warszawskiego Podzamcza do Gdańska, Płocka, Sandomierza oraz na warszawskie Bielany."

(za Fundacja Ja Wisła). Oto zdjęcie z niedzieli 18 marca, wykonane przez pana Jacka Natorffa.

 

 

Barka stała w Porcie Praskim i była dobrze widoczna dla przejeżdżających samochodem Wybrzeżem Szczecińskim:

 

I jeszcze w 1968 r:

 

A to Dworzec na pocztówkach w pełnej krasie i funkcji na Podzamczu:

 

Słowem, zniknął kolejny unikalny zabytek. I jak mamy wrócić nad Wisłę, po zgliszczach? 

Zdjęcie archiwalne oraz pocztówki dzięki uprzejmości i dociekliwości Szymona Patoki.

środa, 14 marca 2012

Olgierd Budrewicz już w latach 60 tych zauważył turystyczne walory Pragi, swoistą „praską egzotykę”, która przyciąga tu wiele osób w ostatnich latach. Opisując Pragę raz się wstydzi, raz puszcza do nas oko. Jego Tour de Praga to żartobliwa oferta zwiedzania skierowana do Biur Podróży działających w latach 60.  XX wieku. I chociaż nie ma już kociego bruku na Targowej, drewnianych chałupek ani dorożek, to jego spojrzenie broni się do dziś.

Na podstawie felietonu Tour de Praga z „Bedekera Warszawskiego -  Praga” wyd. Czytelnik 1964 r.


Rzeka kocich łbów – na takie miano zasłużyła główna ulica Pragi - Targowa, na swym ostatnim odcinku, obok Cerkwi: „Pryncypialna arteria na krótkim odcinku do Wileńskiej, ignoruje fakt postępującego awansu centrum Pragi, obnosząc kamienie polne niczym etolę z nurków.”


Główne obiekty dzielnicy. Skrzyżowanie Targowej i Świerczewskiego (!) to istny młyn. Gdyż „tłum ludzi krąży nieustannie między głównymi obiektami dzielnicy”. Między samochodami, tramwajami i autobusami przemykają również „szlachetne pojazdy konne”.  Punkty docelowe przemieszczającej się ludności to: - gmach dyrekcji okręgowej PKP, poczta, dworzec Warszawa – Wileńska i stacja wąskotorówki Warszawa – Targowa, cerkiew, wydział komunikacji na Floriańskiej, milicyjny supersam na Cyryla i Metodego, szkoła Władysława IV….


Nieskalane okazy architektury drewnianej. Olgierd Budrewicz z lekkim niesmakiem pisał, że „ciągle jeszcze trwają w stanie nieskalanym okazy architektury drewnianej z ubiegłego stulecia. (…) Chałupinki, z których w każdej chwili gotowy jest wyjść pan Szmul Zbytkower lub – prędzej jeszcze – któryś z jego licznych dłużników.”


Podwóreczka – kombinaciki. Zero naszego dzisiejszego zachwytu - jego zdaniem są szare i majestatycznie brzydkie. W bramach wiszą tasiemcowe listy lokatorów, a lunatyczne podwóreczka ozdobione są „świętymi figurami”. (niemal da się słyszeć jak wydyma wargi na te prowincjonalne objawy pobożności). Praskie podwóreczka opisywał jako kombinaciki warsztatów usługowo – produkcyjnych, gdzie można znaleźć w potrzebie i akuszerkę,  fotografa i zakład nożowniczy.


Efekt delirycznych halucynacji. Uwagę zwiedzających Pragę zwracał na „frontowy budynek osiedla Praga I (dzieło arch. Syrkusów), jeden z nielicznych w mieście domów zwichrowanych, wężykowatych meandrowych, falistych; podobno pijacy, dostawiani tamtędy do sąsiedniej komendy milicji, mijając dom, łagodnieją wyraźnie – wydaje im się wówczas, że mają deliryczne halucynacje.”


Plany operacyjne pod Dworcem Wileńskim ustalały panienki lekkiego autoramentu. Oznaczało to po prostu rozdzielenie rejonów działania. Odbywało się to na placyku „powyżej poziomu jezdni ul. Targowej”. Skwerek ów to akcent dość sielski i sympatyczny, dworzec skryty jest w tyralierze brzózek, których cień, zwłaszcza latem jest kojącym schronieniem wspomnianych panienek i parkingiem dla dorożek.


Okręt, który trzeba zatopić, czyli narożny (dziś Al. Solidarności i ul. Targowej) budynek urzędu pocztowego. To jedyny bodaj obiekt wzniesiony przy Targowej do roku 1964 po wojnie. Jego architektura nie wzbudzała zachwytu wybitnego podróżnika: „Jest to dość zręczne skrzyżowanie domu z okrętem (dzieło prof. Lacherta), budynek podejrzewany o ukrywanie frontu od podwórka, co jest niestety złudzeniem; okręt próbowano niedawno otynkować, impreza się nie powiodła – pozostaje jednostkę spuścić na dno, ale na to nas oczywiście nie stać.”


Ogromnie urozmaicona linia nieba – tak Budrewicz podsumował praską arterię – Targową, widziana z odległości. To wysoce dyplomatyczne określenie wyjaśnia dalej następująco: „domy piecio- i siedmiopiętrowe stoją ramię w ramię z parterowymi i jednopiętrowymi pigmejami. Targowa jest długim grzebieniem o powyłamywanych zębach.” Dziś do tych zębów doszły dwa, nierówne kły w postaci dwóch kilkunastopiętrowych bloków.


Salony Targowej – bynajmniej nie chodzi o liczne dziś salony mody ślubnej, ani odzieży używanej, gdyż w latach 60 tych tę funkcję co najwyżej spełniały budy na bazarze Różyckiego. W czasie wycieczki Budrewicza pod numerami 62 i 64 te salony to restauracja Spółdzielni Inwalidów, kawiarnia „Kolorowa” oraz dwa sklepu Jubilera.

W gablocie przy bramie pod numerem 62 można było zobaczyć jedną z  nielicznych zachowanych reklam z okresu międzywojennego: blaszaną tablicę z wielką literą S, portetem Pani szyjącej na maszynie i napisu” Singer sewing machine company”. Dziś reklam nie ma, ale nadal w bramie malutki warsztacik ma pan naprawiający maszyny do szycia. Dziś warto zajrzeć  także do podwórka, które pielęgnuje tradycję „kombinaciuku” w nowoczesny sposób. Posiada największą ilość namalowanych kotów piwnicznych, obowiązkową kapliczkę, pracownię artystyczną, tylne wejście do galerii oraz udekorowany street artowo śmietnik. Do tego wszystkiego zapraszają  cerkiewne anioły z domalowanymi szybką ręką rogami. Aby wejść w ten niecodzienny świat należy jeszcze znać właściwy kod do domofonu.


Apteka promująca kulturę. W walącym się dziś budynku z adresem Targowa 56, śpieszący na Różyc lub do księgarni Gebthnera i Wolfa na rogu z Kępną dostrzeże kątem oka napis „Człowiek kulturalny nigdy nie pije!” – informuje nas Budrewicz. Na bazarze Różyckiego zwanym wówczas oficjalnie Przedsiębiorstwem „Targowisko”, wszystko „kipi, bulgoce, szumi, kotłuje się, miesza i fermentuje.” Budrewicz określa to jasno i dobitnie „bazar chluba i klęska Pragi!” Dziś to zdanie może bardziej pasuje do określenia Stadionu Narodowego w dniu meczu.


Nowoczesna katedra, „ dom na miarę metropolii” dziennikarz nie szczędzi nieco kąśliwego uznania dla szklanego dziewięciopiętrowca z barem samoobsługowym „Oaza”. Był to lokal olśniewający, słowem biały kruk dzielnicy. Będziecie zaskoczeni, gdy odkryjecie, że ta „Katedra” to dom z adresem ul. Targowa 42.


Kaprawe fabryczki i oficyny przydeptane zdobiły nieparzystą stronę ulicy Targowej, a dokładnie numery od 27 do 37, gdzie dziś mamy przykładne plomby osiedla Jagiellońska. Nieco wcześniej wrastały tam w ziemię drewniane chałupy. Inny wart uwagi punkt to sklep ogólnospożywczy Anieli Marszałek, gdzie można było przenieść się 40 lat wstecz i udawać, że jest rok 1927 – radził Budrewicz.


Inne państwo za wiaduktem. Nieubłaganie zbliżamy się do nasypu kolei średnicowej i „chociaż nad ulicą przechodzi ona wiaduktem, coś się w tym miejscu definitywnie kończy. Dalej jest już inne państwo.” – podsumowuje Budrewicz. I my się tu żegamy.


Uszanowanie, proszę publiki.


Wystawę inspirowaną felietonem Olgierda Budrewicza w lutym i marcu 2012 można było oglądać w Novym Kinie Praha. Od 17 marca dostępna jest w klubie Sens Nonsensu, przy ul. Wileńskiej 23.




 
1 , 2