blog przewodnicki
piątek, 22 marca 2013


jedna z plansz komiksu Michała Śledzińskiego.

Kolejna odsłona projektu Praga Gada zapowiada się naprawdę intrygująco. W tym roku epizody z życia mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy od czasów międzywojnia do lat 60-tych XX wieku będą przedstawione w formie antologii komiksowej – premiera ma odbyć się w czerwcu 2013r.

Większość z nas zna już te historie, prezentowane od trzech lat na stronie pragagada.pl. Wspomnienia dotyczą życia codziennego, w czasie wojny i PRL, dorastania, osobliwych praskich zwyczajów.

O czym opowiadają seniorzy? Wspominają okres dzieciństwa i młodości, a więc najczęściej lata 40. i 50, rzadziej 30. Typowy rozmówca autorów projektu Praga Gada jawi się w swojej narracji jako kilkulatek pochodzący z rodziny nieinteligenckiej, wielodzietnej, który pod nieobecność ojca, podczas i po okupacji niemieckiej, przejmuje cześć jego ról społecznych. Rozmówczynie stanowią mniejszość wśród indagowanych seniorów.

Wśród nich znajdziemy wiele Pań, które czynnie walczyły z wrogiem, były westalkami praskich ognisk domowych, wrażliwymi i spostrzegawczymi obserwatorkami codzienności na Pradze.   

Komiks będzie się składał z kilkunastu historyjek rozrysowanych na 4 – 6 plansz. Każda historia została zainspirowana epizodami zawartymi na www.PragaGada.pl. Historie opowiedziane w komiksie traktują np. o wesołych bitwach na wodę z Niemcami, o dziecięcej warcie w bunkrze rosyjskim po wyzwoleniu Pragi, są  również wspomnienia przodownicy pracy w Zakładach 22 Lipca, która wyrabiała 300% normy, czy anegdoty z wielogodzinnych kolejek sklepowych w PDTcie, czy mięsnym na Kijowskiej.  

Obecnie trwa nabór prac komiksowych. Niektóre epizody ilustrują w trybie pozakonkursowym najwybitniejsi rysownicy (Michał Śledziński, Przemysław Truściński, Konstantin Komardin, a przede wszystkim Tony Sandoval i inni). Scenariusze piszą Paweł Timofiejuk i Przemysław J. Olszewski.

Jeszcze przez miesiąc - do 22 kwietnia organizatorzy czekają na prace konkursowe. Przewidziano nagrody, a każdy uczestnik otrzyma komiks. Szczegóły na http://www.pragagada.pl/komiks.php

Forpocztą dla komiksu są wykłady komiksowe na Pradze Północ, o nazwie „Historia obrazkowa”.

Pierwszy z nich już w najbliższą środę 27.03.2013 godz. 19 – 21.00 pt. „Jak Tony rysuje komiks o Pradze? Warsztat pracy komiksiarza.

Gość specjalny Tony Sandoval - meksykański twórca komiksowy, który obecnie mieszka w Berlinie.

Na podstawie materiałów projektu PragaGada.pl

Zdjęcia archiwalne pochodzą od pana Bohdana Wróblewskiego oraz pani Elżbiety Kluźniak. Zdjęcie współczesne - Przemysław Truściński rysuje.


poniedziałek, 18 marca 2013

Pierwszy wiosenny spacer WarsOff Szlakiem ursynowskich zabytków.

23 marca, sobota, godz. 12.30

Miejsce spotkania: placyk przed kościołem św. Katarzyny (ul. Fosa 17, obok skrzyżowania al. Wilanowskiej z Doliną Służewiecką i al.gen.W.Sikorskiego).
Udział w spacerze co łaska ;-).
Czas spaceru: 2 godziny.

A trakcie wycieczki informacje m.in. o:
1. najstarszej parafii obecnej Warszawy,
2. krzyżu z dwoma belkami poprzecznymi,
3. urnach kultury łużyckiej,
4. czakramie energetycznym,
5. słynnym gaju i masonach,
6. forcie, co jak go zbudowali to już był do naprawy,

7. okopach, mających strzec generalicję przed rewolucją Solidarności,
8. ,,rozkoszy", jaką miała Izabela Lubomirska na Ursynowie i co z ,,rozkoszą" Izabeli uczyniła żona Zygmunta Krasińśkiego,
9. Ameryce i Waszyngtonie, które nigdy nie powstały pod Warszawą,
10. pierwszej linii autobusowej na Ursynów.

Zapraszamy! :-)



Dziś o wydarzeniach, które dzieją się w intrygujących czasach PRL na kartach powieści „Dobry” oraz „Anioły muszą odejść”. Może dla infrastruktury dzielnicy nie był to dobry okres, za to niezwykle barwny i inspirujący, jeśli chodzi o społeczne zjawiska. To se ne vrati, więc czytajmy!

Kosmiczne wpływy praskiego „Księcia”

„Dobry” to literacka wariacja na temat całej struktury przestępczej na Pradze kontrolującej benklarzy, cinkciarzy, złodziei, prostytucję, interesy na bazarze, kradzieże aut, itp. Opisy ulic, zaułków i melin, które czasem są zbyt odrażające, by je cytować.  Bo gdy Fokstrot, bohater „Dobrego” (Waldemar Łysiak, wydawnictwo Officyna, 1990) opisuje swoją dzielnicę, mam wrażenie, że mówi językiem autora, bardzo związanego z prawobrzeżną Warszawą i dosyć specyficznie traktującego kwestie „damsko – męskie”.

Oto fragment o burdelu - przybytku prowadzonego na Ząbkowskiej przez postać opisaną jako „Kasia – dała – z siebie wszystko”, do której przychodzi „lepsza klientela, która lubi obciągnąć pół basa pod ciepłe gołąbki, bigos albo kaszankę, i jeszcze żeby drzwi były zamknięte, kiedy się dmucha damę w pościeli wykrochmalonej na sztorc”. Kasia przebranżowiła się, choć wcześniej gdy jeszcze była najpiękniejszą kobitą Pragi, pracowała w pokrewnej branży. Jednak z czasem prezencja przestała jej sprzyjać: „Kaśka śmiała się zębami białymi z rozpusty (nazywała chłopski interes „szczoteczką do zębów”) i tańczyła przez życie niby nakręcona kukiełka. Czasu nie zatrzymasz, musiała dać z siebie wszystko: policzki sflaczały jak stary kartofel, ząbki wypadły, nosek zgnił, szminka nie mogła ukryć tej ruiny.”

Tyle opisów tła, a teraz pora na głównych aktorów. Całej książki, którą jest jedną wielką opowieścią o Pradze połowy lat 80 - tych nie streszczę, warto jednak wspomnieć o tym, jaką moc sprawczą i poważanie miał „Książę”. To karateka bez skrupułów, który przejął władzę na przestępczej Pradze i Bazarze Różyckiego. W młodości był całkiem porządnym chłopakiem z Mokotowa, który jeździł do panny na Brzeską. Taki związek, ponad dzielnicowymi podziałami, nie miał prawa przetrwać i zakończył się krwawą interwencją "lokalsów". Po latach narzeczony wraca na Pragę skuszony słodyczą zemsty i propozycją panowania nad tutejszym przestępczym undergroundem. Z czasem stał się człowiekiem instytucją, pomocnym nawet w utarczkach z urzędnikami.

Jak wielkim cieszył się poważaniem u mieszkańców Pragi świadczy poniższy fragment: „Zaczepił nad pod bazarem chłopak z ferajny „Turka” i mówi, żeby mu pomóc, bo on już nie daje rady z babcią, której odbiło. „Książę” miał akurat czas, no to lu do sędziwej damy, na Targową. A ona, że prawie wcale nie sypia, bo skierowano na nią promieniowanie z kosmosu! Karśnicki okiem nie murgnął:

- Czy zgłosiła to pani na milicję?

- Na milicję, proszę pana?... To oni się tym zajmują?

- Tak, mają specjalne aparaty. Proszę czekać do jutra. Jutro mój człowiek pojedzie z panią.

Nazajutrz ja i Tołpik (który już wszystko nagrał ze swoim gliniarzem) zabraliśmy starszą panią na Cyryla i Metodego. Wprowadzono nas do gabinetu, funkcjonariusz ją wysłuchał, pogrzebał w kartotece, wyjął fiszkę, włączył głośnik i mikrofon. Z głośnika dobiegło:

- Dział antykosmiczny, słucham!

- Podaję namiar: obywatelka Łucja Paweł, Targowa 83 mieszkania 101, jedenaste piętro – odczytał z fiszki funkcjonariusz. – Promieniowanie kosmiczne. Proszę włączyć kontr promieniowanie! Odbiór!

- Zrozumiałem! Targowa 83 mieszkania 101, włączyć kontr promieniowanie!

Od tej pory nic nie zakłócało babci snu.”

Gwoli przewodnickiej ścisłości dodam tylko, że pod wymienionym adresem może i bytowała babcia cierpiąca na bezsenność, jednak z pewnością musiałaby mieszkać nieco niżej, gdyż Targowa 83 to nie adres 11 piętrowego bloku, ale charakterystycznego „falującego” i jedynie 3 - piętrowego domu osiedla Praga I.

Armia złych duchów wychodzi spod 4 śpiących

Trzeba mi było zatem też wykazać się chytrością i znaleźć taką okazję, przy której dobre i złe duchy mogłyby się spotkać i otwarcie przeciw sobie wystąpić. Znalazłem to w roku pańskim 1982, podczas demonstracji i zamieszek w rocznicę podpisania porozumień sierpniowych (…). Wtedy to wybrałem miejsce, jak mi się wydawało, najsposobniejsze, pośrodku pola dawnej rzezi Pragi (…). – opowiada Husarz jeden z czwórki „ekscentrycznych” aniołów ratujących Warszawę przed pochodem złych duchów z różnych epok na kartkach książki „Anioły muszą odejść”, Konrada T. Lewandowskiego (wyd. G+J książki, 2011). Duchy te mają wcielić w życie klątwę wiszącą nad stolicą od 1526 r, a sposobem ich powstrzymania jest spełniona miłość księdza  redemptorysty i  dresiary (!?).

Wróćmy jednak na Pragę, gdzie robi się coraz bardziej gorąco: „Był zatem wieczór, 31 sierpnia kiedy stanąłem na stopniach przed Dworcem Wileńskim. Z głębi ulicy Targowej, od strony  bazaru Różyckiego, szedł tłum ludzi ze znakami Solidarności i biało – czerwonymi flagami, a naprzeciw nich przy pomniku fałszywego braterstwa broni, dwa czarne szeregi ZOMO. Za nimi to właśnie zaraz miał przejść niewidzialny dla żyjących posępny pochód Tiny – Aliny. (…) Wziąłem pierwszy zamach szablą i od jednego mojego cięcia pół tuzina szklistych tarcz z napisem „MILICJA” rozprysło się w drobny mak. Żywi myśleli , że to od uderzeń kamieni. Zomowcy sięgnęli do pałek, lecz zaraz na nie znalazły się gazrurki. (…) Rozegnaliśmy na cztery wiatry pierwszą linię ZOMO i wpadliśmy na drugą. Ci już nawet nie próbowali stawić nam czoła. Zaczęli się cofać, gubiąc krok, łamali szeregi, ustępując coraz bardziej bezładnie, jakby rozganiał ich sam nasz triumfalny krzyk. Wzięliśmy z marszu skrzyżowanie ulic, rozepchnęliśmy rozproszonych zomowców na boki i doszliśmy do pomnika.

Tutaj spadł na nas mrok. Wszystkim pociemniało naraz w duszach i sercach.

Nadszedł najważniejszy moment tej bitwy. Rdzawy kamienny cokół otworzył się niczym  brama i zaczęła wychodzić z niej armia Tiny – Aliny. Maszerowali w kierunku ulicy Cyryla i Metodego, a tam znowu zapadali się pod ziemię. Dokładnie widziałem ich tylko ja. W żywych uderzyła jedynie fala ślepego lęku tak potężna, że ludzie wystraszyli się nagle własnej śmiałości. Ktoś krzyknął, że teraz zaczną strzelać…”

Jak dalej potoczyły się losy demonstracji? Pacyfikacji ludzi „złamanych duchem”, a raczej duchami dokonały posiłki nowych oddziałów ZOMO nadjeżdżające od ul. Jagiellońskiej, ze strony słynnego „Golędzinowa”. Dziś wśród bloków osiedla policyjnego znajdziemy tam pozostałości dawnych fortów Śliwickiego, gdzie mieściły się właśnie koszary ZOMO. Nowe posiłki nie miały więc „pod Śpiących” daleko.

Wydarzenie, którym posłużył się autor jak najbardziej miało miejsce i jest żywe we wspomnieniach mieszkańców z ul. Targowej. Oby tylko ta literacka interpretacja i wizja pomnika „4 śpiących 3 walczących”, jako bramy dla złych mocy sprzymierzonych z ZOMO nie stała się kolejnym kamyczkiem w argumentacji przeciwników powrotu historycznego monumentu.

Przed nami jeszcze trzecia część literackiego spaceru po Pradze. Na deser zostały "Cwaniary" i "Stadion.Diabelskie Igrzyska."



No właśnie, czy więcej łączy, czy więcej dzieli? Czy Warszawa staje się coraz bardziej odważnym, kreatywnym i wyzwolonym miastem? Takie tropy podejmuje nowy blog o nazwie: 518 km

"Na blogu ’518km’ badamy  wszelkie pozostałe niezmierzalne odległości rozciągające się między warszawskim Berlinem a berlińską Warszawą. Zajmujemy się czasami nam współczesnymi. W pewnym sensie też przyszłością. Mierzymy dystanse w wymiarze kulturowym. Badamy odległości mentalne. Sprawdzamy kto kogo naśladuje i kto kogo inspiruje na odległość 518km. Wcześniej czy później policzymy też jak długo sunie się na desce z dzielnicy Kreuzberg na stary Mokotów.' - piszą we wstępie jego twórcy. Nie ukrywamy, że WarsOff również czasem dorzuca tam swoje trzy grosze.

Może taka współpraca zaowocuje autorską, "berlińską" trasą po Warszawie?

A na razie polecamy treści bez tabu i bez kompleksów. Na 518 km koniecznie zajrzyjcie przed wyjazdem do Berlina, a także, gdy szukacie powiewu świeżości w Warszawie. Będzie o alternatywnych zjawiskach, sklepach, klubach, trendach, jadłodajniach i nie tylko! Polecamy!


sobota, 02 marca 2013

Literatura współczesna rozpieszcza Warszawę. Wśród księgarskich nowości coraz więcej tych, w których stolica jest jedną z bohaterek lub ważnym tłem. Fascynacja pisarzy dotyka też prawobrzeżnej Warszawy. Zapraszam na autorski wybór najciekawszych literackich odbić Pragi z powieści i opowiadań ostatnich lat.

Pierwszy wniosek, o jaki można się pokusić, jest taki, że we WSZYSTKICH przedstawionych poniżej pozycjach Praga jest miejscem akcji wydarzeń od niezbyt przyjemnych po ekstremalne.  Mimo widocznej często sympatii autorów do tej części miasta, utwierdzają oni stereotypowy wizerunek jako dzikiej, niebezpiecznej dzielnicy, gdzie dużo się pije, robi się przekręty i łatwo jest oberwać.  Wniosek ten nasuwa się po lekturze bardzo różnorodnych autorów od Łysiaka po Chutnik. I to mimo faktu, że kilkoro z nich opisuje Pragę z pozycji pełnego zrozumienia i wszystkowiedzącego mieszkańca.

Opowiadanie „Zjazd do Zajezdni”, czyli 26 stką po Targowej

Dziś Targowa odstrasza - rozkopana, trudna do przebycia, martwa arteria. W niczym nie przypomina tętniącej życiem ulicy będącej jeszcze niedawno - kręgosłupem dzielnicy. Większość z nas woli omijać ją łukiem. Jeszcze tak niedawno można było przejechać Targową tramwajem, spotkać się pod „śpiącymi”, lub „kerfurem”, sprawdzić godzinę na ulicznym zegarze. Jeśli tęsknicie za tym tumultem i kolorytem wskakujcie do „26” z napisem „Zjazd do Zajezdni”. Opowiadanie pod takim tytułem, autorstwa Katarzyny Sowuli znajdziecie w zbiorze reportaży z cudzych żywotów pt.” Zero osiemset”, (wydawnictwo Czarne, 2007). Bohaterka opisuje poranną podróż tramwajem właśnie tym odcinkiem ul.Targowej, którą dziś prują budowniczy II linii metra. Opowiadanie Sowuli może posłużyć jako scenariusz krwawego horroru komunikacyjnego.

Oto fragment: „Słońce świeci, dzieciak marudzi, motorniczy dzwoni ostrzegawczo, tramwaj skrzypi, zwalnia i w końcu zatrzymuje się na przystanku pod kerfurem.

Drzwi otwierają się z hukiem, ale nikt nie wysiada. Nikt nie wysiada, choćby chciał, nikt nawet nie próbuje wysiadać, bo wystarczy sekund wahania i już nie ma jak wysiąść. Z zewnątrz uderza zwarty tłum, młodzież gimnazjalna, narkomani, niemowlętach w wózkach spacerówkach, przerażone miniaturowe kundle trzymane na rękach, emeryci w jasnych garniturach przetartych na łokciach, a wszystko targa takie wypchane siaty, toboły i paczki, takie pudła i skrzynie, takie kolumnowe zwoje pastelowej tapety, że kilkanaście kilo makulatury to przy tym hobby pikuś. Idą na nas grube baby i nabite dresy, dresy krzywią się i w pośpiechu ciskają pety na chodnik, baby rzucają się do przodu, panika jak na pełnometrażowych filmach katastroficznych, okrutna walka na śmierć. W tramwaju jak w jebanym życiu obij łokcie blachą ryj się kto pierwszy ten lepszy kto powoly wchodzi sam sobie szkodzi pedał ostatni hehehehe.”

Dalsza podróż obfituje w barwne interakcje między pasażerami, dialogi „ostrych trzynastek z tipsami w kolorze hard pink”, chłopaków wesoło śpiewających i chlapiących dookoła piwem, pary zakochanych ubranych w sportową biel. Jak skończy się cała ta podróż? Happy endu nie będzie – zresztą przeczytajcie sami. Powiem tylko, że tramwaj stanie, a po jednego z pasażerów przyjedzie karetka.

„Paw królowej”, czyli Mc Doris jedzie rowerem Jagiellońską

Opowiadanie „Zjazd do Zajezdni” może być doskonałym wstępem do jazdy przez Pragę, którą mamy w „Pawiu królowej” Doroty Masłowskiej (Dorota Masłowska "Paw królowej", Lampa i Iskra Boża, 2005).

Sama pisarka, w czasie gdy powstawała książka - w 2004 roku, mieszkała na Pradze i ten lokalny  wątek pojawia się na kartkach dość często. Praga widziana z roweru lub balkonu Masłowskiej to miejski brutalny folklor: „Jedzie MC Doris trawiona przez gorycz: po to się przeprowadzałaś na tę Pragę, żeby składać spojrzeń obojętnych kwiaty na te żałosne ołtarze, patologii ruchome krajobrazy jak lampa przedstawiająca wodospady wszędzie tylko parodie ludzkich marzeń, jadę i myślę w pizdu i jak na złość widzi ona pod kamienicą z numerem piątym jak alkoholiczny wiatr zwiewa z ulicy sąsiada jej pana Wojtka, który tasiemca przypomina z wyglądu, MC Doris rowerem Jagiellońską bo nie jest to szczególnie interesujące, jak się po chodniku czołga pan Wojtek sfatamorganizowany sklepu pulsującym neonem Świata Alkohole na Jagiellońskiej, codziennie dzieją się do tej historii analogie.”

W „Pawiu”, poza bogatym życiem wewnętrznym głównego bohatera Stanisława Retro, który oczywiście również mieszka na Pradze

(„było to strzeżone osiedle, to była już jesień, wiatr ulicą smród nieszczęścia niesie z pobliskiego Zoo, gdzie zza krat smutne afrykańskie zwierzęta wolały całymi dniami „Noł! Noł!”)

mamy m.in. wymagający policyjnej interwencji epizod z ul. Brzeskiej, na którą jednak stróże porządku wcale się nie śpieszą:

„O bycie sobą polała się krew na Brzeskiej właśnie i właśnie trzecia osoba w tej bratobójczej walce utraciła swej osoby integralność, gdy zadzwoniła na komisariat pewna pani, której walczyli tam mąż, szwagier i syn w obronie denaturatu, a jej dwaj bracia w „Cherry” nalewki obronie, i gdyby chociaż walczyli byli oni po jednej stronie, to może nie miałaby na policję dzwonione, bo w liczbie członków rodziny musi być trochę ekonomii, jeden w tę czy w tamtą stronę nic nie robi, szczególnie że była w ciąży ale dlaczego w przeciwnych drużynach przeciwko sobie stoją, że to skurwysyński brak więzi w rodzinie, co by nie było wierzącej, uważała ona, więc na policję poszła zatelefonować halo halo, bo mąż szwagier i syn wyraźnie przegrywali, tam powiedzieli że przyjadą, ale jakoś tak było zleciało i jak gdyby wciąż nic w temacie nie było przyjechało,czy to nie dziwne, halo? „Halo! Co z radiowozem godzinę temu wysłanym się stało? Halo?” On jedzie, może trochę ospale, ale jedzie przez Pragę od godziny dobrej na sygnale, z malowniczym rozmachem okrąża place i uliczki penetruje małe, dlaczego?”

 Pytanie z tych retorycznych.

W kolejnych dwóch częściach będzie o Pradze w książkach:  „Cwaniary”, „Anioły muszą odejść”, „Stadion. Diabelskie Igrzyska” i , „Dobry”.