blog przewodnicki
niedziela, 28 października 2012

"Okrywanie żydowskiej Pragi" to całodniowa konferencja naukowa, prawdziwa gratka dla miłośników Pragi i nie tylko.

Polecam to wyjątkowe wydarzenie wszystkim zainteresowanym, zwłaszcza uczestnikom sierpniowych wycieczek po Pradze w ramach Festiwalu Warszawa Singera.

Będzie okazja, by poszerzyć wiedzę i spotkać "znajomych", o których opowiadaliśmy w trakcie spacerów.

A więc przede wszystkim - Szmula Zbytkowera i jego trzecią żonę Judytę. Na pewno wykładowcy rozprawią się z mitami związanymi z tymi legendarnymi, choć przecież autentycznymi postaciami.

Wśród wykładów, jest wiele takich, które poruszają pewne tematy po raz pierwszy. Np.:

"Żydowski margines społeczny na warszawskiej Pradze 1815-1831."

"Pierwsza warszawska synagoga gminna".

"Żydowskie domy modlitwy na Pradze na przełomie XIX i XX wieku."

"Budynki mieszkalne i ich właściciele w rejonie ulic Targowej, Ząbkowskiej i Brzeskiej od XVIII do XX wieku."

Wykłady prowadzone są przez wybitnych historyków, badczy ŻIH i varsavianistów.

Szczegółowy program dostępny jest na stronie: http://www.jewishinstitute.org.pl/pl/info/info/109.html

Konferencja odbywa się 6 listopada od 10 - 17.30 w sali w "Błękitnym Wieżowcu", przy pl. Bankowym, wejście od ul. Tłomackie.

Konferencję otworzą m.in. burmistrzowie Pragi Północ oraz Pragi Południe - może więc będzie to szansa, aby w przyszłości urzędnicy zadbali o odpowiednie oznaczenie miejsc ważnych niegdyś dla żydowskiej społeczności Pragi np. umieszczenie tablicy z fotografią w miejscu rozebranej synagogi "Rotundy" - obecnie róg Jagiellońskiej i Kłopotowskiego.


niedziela, 21 października 2012

Głos w dyskuscji na łamach Gazety Stołecznej - Czy Praga to też stolica

„Praga to najmniej stołeczna, a najbardziej warszawska dzielnica Warszawy”. – takie określenie wyszło spod pióra Olgierda Budrewicza. Podpisując się obiema rękami pod tym stwierdzeniem,  a w zasadzie nogami zdecydowałam się działać na Pradze jako przewodnik promując Alternatywne Zwiedzanie Warszawy. Tematyczne wycieczki po Pradze cieszą się dużym powodzeniem wśród mieszkańców lewobrzeżnej części miasta. Przyjeżdża na nie wiele osób, które mieszkały tu w dzieciństwie, wczesnej młodości, a potem uciekły gdzie się dało najdalej. Dziś po latach ze wzruszeniem odkrywają dawne podwórka, chodniki, na których nadal można się potknąć w tym samym miejscu, zapyziałe ulice, patrzą na zdewastowane klatki schodowe.

Oprowadzając po Pradze staram się nie epatować egzotyką biedy i wykluczonych środowisk, choć tematu nie da się uniknąć. Do konfrontacji zresztą sporadycznie dochodzi, gdy zwiedzając podwórka, klatki schodowe mieszkańcy reagują stwierdzeniami typu: „ to nie muzeum”, „ tu kradną aparaty”, po bardziej dosadne wyrażenie swojej niechęci poprzez rzucenie tym co jest pod ręką –jajkiem, wędliną, kamykiem. Staramy się jak najmniej ingerować w ich prywatność – dzień dobry, pytamy, czy można obejrzeć podwórko, mówimy, że długo nie zakłócimy spokoju. Z drugiej strony pojawia się przekonanie – że historie kapliczek, malowidła na klatkach schodowych, pozostałości po żydowskich mieszkańcach Pragi, to jednak dobro wspólne, które warto pokazywać ludziom, opowiadając jak ciekawa i złożona jest historia tej części miasta.

No właśnie, bo tu można pozwolić sobie na tak ekstrawaganckie tematy, które trudno zrealizować w innych dzielnicach. Uczestnicy wycieczek „Praskie klatki schodowe” są zadziwieni bogatym wystrojem wielu przedwojennych kamienic – ornamentami, rzeźbionymi nadprożami, malowidłami sufitowymi. „ Tu jest jak w muzeum, albo jak w kościele” – mówią oglądając wystrój klatki w pięknej kamienicy Dybicza, na Targowej 84. Kamienicy, która od zewnątrz niczym się nie wyróżnia, gładka, szara fasada zmodernizowana w czasie PRLU, została zupełnie pozbawiona detalu – tak jak w wielu innych przypadkach.

Inne trasy w ramach alternatywnego zwiedzania to „Filmowe plenery Pragi”, „Praskie kapliczki podwórkowe”, „Industrialna Praga”, „Praskie zagłębia artystyczne”, „Praskie judaica”. Jak długo jeszcze będzie można je przeprowadzać, skoro Praga zmienia się tak gwałtownie? Kapliczki znikają wraz z kamienicami, na niektóre podwórka nie można już wejść, bo grożą katastrofą budowlaną, w miejsca fabryk i dawnych reliktów zabudowy, powstają supermarkety i osiedla mieszkaniowe.
Galerie i pracownie artystów, alternatywne knajpki to już oddzielny temat – tu rotacja i zmiany są tak duże, że przed każdą wycieczką trzeba się upewniać, czy miejsce jeszcze istnieje. Wiele takich miejsc - perełek tworzonych nie przez zawodowców, ale pasjonatów, zniknęło z praskiego krajobrazu.

Dotkliwą porażką okazała się ogłoszona hucznie 4 lata temu „artystyczna Brzeska”. Z tej ulicy zniknęły po kolei pracownie, galerie, artystyczna kawiarnia, klub „Pawiarnia” i pierogarnia. Pozostali na Brzeskiej starzy wyjadacze, którzy byli jednymi z pionierów artystycznej kolonizacji Pragi na początku lat 90 tych. Jednak jak twierdzą, nie mają już zbyt wielkiej motywacji by nadal tu żyć i tworzyć, bo urzędnicy sukcesywnie podnoszą im czynsz, twierdząc, że wzrosła wartość dzielnicy. A dzięki komu tak się stało?

Tak potrzebne zmiany na Pradze w większości inspirowane są przez prywatnych inwestorów, co oczywiście związane jest z tym, że mają oni na uwadze własny interes, a nie dobro dzielnicy i jej mieszkańców, w tym tych najbiedniejszych. Gołym okiem widać pogłębiające się kontrasty. Bywalców klubów i tych co stoją w bramach. I tak przez lata wmawiano nam np., że mamy praskie centrum kultury w nieistniejącej fabryce wódek, gdy tymczasem będzie to przestrzeń typowo komercyjna.

Wydaje się, że z publicznej inwencji Praga doczekała się tylko dwóch pozytywnych inwestycji – rewitalizacji kilku kamienic na Ząbkowskiej oraz budowy II linii metra.

Szczerze mówiąc obawiam się co stanie się z Pragą, gdy budowa metra zostanie zakończona. Gdy wkroczy tam dzika komercjalizacja i wielki biznes, a Praga powoli będzie traciła swój charakter. Niestety to, co dzieje się dziś, pokazuje, że inwestorów, którzy działają z poszanowaniem lokalnego genius locii jest niewielu. Dzieje się to przy milczącej akceptacji władz.

Czy będzie sens wówczas organizować wycieczki, opowiadając o resztkach lokalnego folkloru, który będzie już tylko wabikiem na turystów? Czy też pozostanie nam trasa „Gentryfikacja Pragi”, która już dziś ma aż zbyt wiele punktów do obejrzenia?

Katarzyna Chudyńska – Szuchnik, dziennikarka, przewodniczka miejska, blogerka, z grupy przewodnickiej WarsOff.