blog przewodnicki
wtorek, 19 sierpnia 2014

Poniższy esej jest inspirowany książką Festung Warshau i ma na celu zanalizowanie jednego z możliwych przyczynków do budowania kapliczek podwórkowych w czasie wojny, na przykładzie Starej Pragi.

kapliczka na BrzeskiejOdkrywanie fenomenu  warszawskich kapliczek rozpoczęło się w latach 80 tych. Zaczęła je dokumentować fotografka Anna Bohdziewicz i  w 1984 roku po raz pierwszy efekty swoich odkryć pokazała na wystawie.  Bohdziewicz, jak sama przyznaje, patrzyła na nie przez pryzmat współczesnych jej wydarzeń – początek lat 80 tych to czas Solidarności, oporu wobec komuny przy wsparciu kościoła. „W kapliczkach podwórkowych widziałam wtedy głównie dowód siły przetrwania wiary, mimo 50 lat opresji komunistycznej władzy.” Zachwycała ją religijność ludowa, ciągłość utrzymania pamięci i tradycji. Jej spojrzenie naturalnie przejęli inni i funkcjonuje ono do dziś.

Kapliczki prowokowały do dociekań – rozpoczęło się zbieranie relacji od mieszkańców starych kamienic– tych, którzy mogą pamiętać czasy wojenne i tych, którzy jeszcze dziś troskliwie doglądają swoich świątynek.

Motywy powstawania kapliczek

Jak mieszkańcy kamienic opowiadają o powstaniu podwórzowych kapliczek? Można wyróżnić co najmniej cztery powtarzające się motywy.

- Kapliczki postawione wraz z budową domu – z niszą na figurę, czy obraz zaprojektowaną przez architekta.

- Kapliczki postawione zaraz po wojnie, przez tych, którzy przeżyli obóz, ocaleli, lub chcą podziękować za ocalenie bliskich. Na pamiątkę, podziękowanie. Czasem te sklecone naprędce kapliczki dopiero po wojnie były murowane i wzmacniane.

- Kapliczki wystawione w czasie okupacji. Przewija się tu motyw wotywny, a wymieniane we wspomnieniach wydarzenia to: bomba spadła obok, była łapanka, przeszukanie, groziło rozstrzelanie mieszkańców, Niemcy kogoś gonili i przypadek „cud” sprawił, że się uratował, albo rozegrała się tragedia – ktoś został złapany, rozstrzelany, ktoś wypadł przez okno. Najczęściej kapliczki okupacyjne zawierają tablicę z datę, zwykle jest to rok 1943. Rzadko spotka się rok 1944.

- Często powtarzają się relacje typu: „Ciężko było. Ludzie chcieli się modlić.”* – opowiadała dziennikarce Małgorzacie Stopie jedna z mieszkanek z Brzeskiej 11. Pani rocznik 1928 na Brzeskiej mieszkająca od 1941 „żyliśmy na Pawiej, jak Niemcy zrobili getto zabrali nam mieszkanie i tu nas dali. Bo ta kamienica była żydowska.”

Ale jak tu się modlić w żydowskich kamienicach?

Tu mieszkać się bardzo nie dało – te kolory ścian, niebieskie, żółte, zielone, pomarańczowe raziły, nie podobały się, to były  „żydowskie” kolory. Na wspomnianej Brzeskiej 11 kapliczka powstała w 1943, najpierw na pierwszym podwórku, a potem zaraz sąsiedzi powiesili kapliczkę w trzecim. Jedno podwórko było inspiracją dla drugiego. I może dlatego kapliczki powstały nie tylko w pożydowskich kamienicach oraz w budynkach, których mieszkańcy nie doznali tragedii wartej upamiętnienia.

Stanisław Workowski z Ząbkowskiej 11: „Jak Niemcy zamknęli ich w gettcie, to ludzi z innych ulic tutaj dali. Żona jest urodzona na Miłej, stamtąd ją przenieśli. No i  Ci nowi figurę postawili. Modlili się. Tak, straszne czasy były.*” Napis na figurze: „O Mario módl się za nami 1939 – 1944 r.” Nie ma tragedii, nie ma wotywnego motywu, nie ma inspiracji obok. Przynajmniej nic o niej nie słychać. Za to w oficynie, w podwórku mieścił się dom modlitwy. Podobnie jak na Brzeskiej 11. I jak w wielu innych adresach wzdłuż Targowej, czy Jagiellońskiej.

Te same adresy!

Na Pradze duże zagęszczenie kapliczek można zauważyć w miejscach dawnych skupisk ludności żydowskiej. Czyli nie tylko tam, gdzie funkcjonowaly różne domy modlitwy (chasydzkie, ortodoksyjne, postępowe, syjonistyczne), po których zostały elementy wyposażenia i chociażby ścienne dekoracje, ale też gdzie istniały chedery, mieszkali ważni dla społeczności chasydzkiej rabini, czy też były kamienice zamieszkane w większości lub w 100% przez Prażan wyznania mojżeszowego, jak Brukowa 30 dziś Okrzei.

Upraszczając, adresy kapliczek i domów modlitwy to często te same adresy. Najnowsza interpretacja dotycząca warszawskich kapliczek przedstawiona przez Elżbietę Janicką w książce „Festung Warshau” mówi, że pełniły one rolę odczarowania przestrzeni, były talizmanem oswajającym pożydowskie domy, kamienice, podwórka. Rok 1943 w którym były stawiane na szeroką skalę to rok ostatecznej zagłady getta, a więc dla mieszkających w pożydowskich domach niejako sygnał, że dawni mieszkańcy już tu nie wrócą.

Nie było to oczywiste, gdy opuszczali Pragę. Odczucia mieszkańców w dniu wygonienia praskich Żydów do getta werbalizuje Paweł Elsztein: „Myślałem, podobnie jak i większość, pewnie przeniosą się tylko do innej dzielnicy. Może tam przeczekają wojnę!” (Paweł Elsztein „Moja Praga”). Podobne nadzieje żywili Ci przeniesieni z Pragi do getta, jak opowiada anonimowy rozmówca Piotra Kuleszy („Niebieski syfon. Z dziejów Bazaru Różyckiego”) jego koledzy, przestępcza przedwojenna elita bazaru mogli, ale początkowo nie chcieli uciekać,  „myśleli, że to getto to tak na jakiś czas”.

W relacjach na temat powstawanie kapliczek w 1943 roku i później widziano głównie potrzebą modlitwy spowodowanym ogólnym terrorem i potwornością życia za okupacji, brakiem nadziei na zakończenie wojny wśród ludności cywilnej. Zagładę getta czasem dodawano jako jeden z elementów tych strasznych czasów.  

Kiedyś wisiała tu mezuza

mezuza Ząbkowska 12

fot. Grażyna Jaworska/ AG

Jeszcze dzisiaj mieszkańcy opowiadają o zwyczaju przeżegnania się na widok kapliczki przy wejściu na podwórko lub nawiązują do tego zwyczaju, jako dobrego nawyku sąsiadów. Inni przyznają, że kapliczka przy wejściu do domu przynosi im ulgę, bo zawsze można „spojrzeć i poprosić o pomoc” (Wojciech Niemirowski, Ochota).

Wcześniej w wielu z tych domów istniał inny religijny symbol - mezuza.  Przy wejściu np. do klatek schodowych domów zamieszkiwanych przez religijnych Żydów umieszczano małe pudełeczka z drewna zawierające zamknięty w rurkę zwitek pergaminu z fragmentami Tory. Wchodząc do domu jego mieszkańcy patrzyli na mezuzę na znak szacunku, dotykali jej dłonią lub całowali. Mezuza stanowiła zewnętrzny wyraz wiary. Ile takich pudełeczek zostało wydłubanych z praskich framug? Za pewne wiele, ale nie wszystkie, mezuza wisiała przy wejściu do oficyny kamienicy na Ząbkowskiej 12 jeszcze kilka lat temu. Dziś wycieczkom pokazuje się ledwie zauważalny ślad, który po niej został. A zaraz obok stoi widoczna  z daleka niebieska kapliczka z figurą Matki Boskiej Niepokalanej i datą VIII 1943.

Dlaczego młodzież z Izraela modli się przy kapliczce

Dziś mieszkańcy ulicy Brzeskiej ( w każdej bramie po nieparzystej stronie na odcinku między Ząbkowską a Kijowską jest co najmniej jedna kapliczka) dziwią się, gdy na ich podwórko przychodzi młodzież z Izraela. „Oni chyba nie powinni modlić się przy kapliczce? Może ktoś z rodziny tu mieszkał. Może zginął?” – zastanawia się Teresa Jurkowska opiekunka kapliczka z Brzeskiej 21*. (za „Kapliczki warszawskie” Małgorzata Stopa). Brzeska jako część dawnej żydowskiej Pragi, zawdzięcza swoją zabudowę w większości inwestorom z Nalewek, a mieszkańców wyznania mojżeszowego mogło być tam tyle samo, co Polaków. Potwierdza to w rozmowie ze mną Pani Halina opiekująca się najbardziej zadbaną kapliczką na Brzeskiej, pod 9. W tym domu było 16 rodzin katolickich i 16 żydowskich. Motyw i czas postawienia kapliczki przez rodziców owej Pani zaciera się we wspomnieniach, raz jest to czas okupacji, raz lata powojenne. Powód – potrzeba modlitwy.

Oddzielnym wątkiem, który tu chciałam tylko zaznaczyć, a który może być ważny również w tym kontekście jest fakt, że w wielu kamienicach z kapliczkami byli ukrywani uciekinierzy z getta (Brzeska, Targowa, Noakowskiego).

Prawdziwi warszawiacy i znikające kapliczki

Wracając do współczesnych refleksji towarzyszących opowieściom o warszawskich kapliczkach. Ich prascy opiekunowie opisywani są jako „prawdziwi warszawiacy, patrioci tej dzielnicy”, którym „ciężko się żyje w zaniedbanych domach.” W takiej refleksji nie ma miejsca na tych, którzy byli tu przed „prawdziwymi warszawiakami”, właścicieli, którzy po wojnie nie mogli już zadbać o swoje domy. Zawłaszczone przez państwo, zaludniane w wielu miejscach celowo społecznymi wyrzutkami popadały w ruinę. Na marginesie: z polskich mieszkańców przesiedlonych tu z granic getta, kto mógł uciekał po wojnie na lewą stronę.

Inna częsta kontestacja to fakt, że kapliczki albo bezpowrotnie znikają, albo nie są już nikomu potrzebne. Abstrahując od tego, jak postępują z nimi developerzy, czyż nie spełniły już swojej roli? Odczarowały przestrzeń, wypełniły ją nowymi symbolami jednocześnie nie dając szansy na powrót, tym którzy przeżyli holocaust.

Jedna z pań wspomina jak po wojnie wraz z dziadkiem chodziła po ruinach Śródmieścia. „Kiedy wchodziłam wtedy na takie podwórko, gdzie stała kapliczka, ogarniał mnie zachwyt i poczucie szczęścia – wspomina ze wzruszeniem. A co czuł „starozakonny” mieszkaniec Ząbkowskiej, Brzeskiej, Jagiellońskiej kiedy wrócił do swojego dawnego domu? Czy kapliczka była dla niego zmaterializowanym, a nie wypowiedzianym: Nie masz tu czego szukać?!

A wracali, żydowskie życie po wojnie próbowało odrodzić się właśnie na Pradze w okolicach zrujnowanej, ale stojącej synagogi na Szerokiej. W dawnym budynku administracyjnym tamtejszej gminy żydowskiej przez pierwsze powojenne lata działał Centralny Komitet Żydów Polskich, można było zaopatrzyć się w koszerną żywność.

Warto dodać, że kapliczki zachowane do dziś to nie tylko wyróżniająca cecha Pragi. Kapliczki postawiono też m.in. na Żelaznej, Pereca, Waliców.

Dlatego odwiedzając warszawskie kapliczki, zwłaszcza te na Pradze, warto opowiadać całą historię, a nie tylko jej połowę. Aby więcej nie powtarzać, że na warszawskiej Pradze „zupełnie przypadkowo doszło do ciekawej zbitki kultur i religii.”*** A czytając „pełne emocji opowieści, które pozwalają spojrzeć na historię Warszawy z perspektywy doświadczeń pojedynczych osób, poznać przejmujące losy warszawiaków” pamiętać, że to głos niepełny, że to spojrzenie tylko jednej strony wymagające uzupełnienia i pełnego widoku na miejską topografię.

Większość cytatów pochodzi z książki „Kapliczki warszawskie” Magdaleny Stopy.

***Alternatywny przewodnik Do It In Warsaw, 2010 ( co ciekawe w najnowszym wydaniu przewodnika temat kapliczek został pominięty.) za Festung Warshau.

Rozwinięciem tematu jest spacer Kapliczki na podwórkach żydowskiej Pragi – historie przemilczane i niedopowiedziane", który odbędzie się w ramach Festiwalu Warszawa Singera 25.08.2014.



niedziela, 17 sierpnia 2014

Zapraszam serdecznie na praskie wycieczki w trakcie festiwalu Warszawa Singera. Jak co roku są to autorskie, premierowe trasy opracowane specjalnie na potrzeby festiwalu.

 

25 SIERPNIA 2014, poniedziałek

godz. 18.30 „Kapliczki na podwórkach żydowskiej Pragi – historie przemilczane i niedopowiedziane".

 

Zbiórka: ul. Jagiellońska 26 (pod kinem Praha)

Trasa: Ul. Jagiellońska, Kępna, Targowa, Ząbkowska

Czas spaceru: 1,5 godz.

 

 

30 SIERPNIA 2014, sobota

godz. 16.00 Wspominając niebieski syfon – kupcy Bazaru Różyckiego do II wojny światowej” – spacer po legendarnym bazarze i jego najbliższych okolicach. Po spacerze odbędzie się pokaz zdjęć związanych z żydowską historią Pragi oraz bazarem Różyckiego w klubie Offside, ul. Brzeska 16.

Zbiórka: Ul. Targowa 54 pod głównym wejściem na bazar Różyckiego.

Trasa: Teren bazaru, ul. Ząbkowska, ul. Brzeska

Czas spaceru oraz prezentacji zdjęć: 1, 5 godz - 2 godz.

Do zobaczenia na Pradze!

 



czwartek, 07 sierpnia 2014

imprezowe zwiedzanie

Trasy od baru do baru, szlaki piwne, stag weekend,  rajdy odkrytymi busami– wielu głowiło się jak atrakcyjnie połączyć zwiedzanie miasta i imprezowanie. Pomysł numer jeden to dla mnie Bier Bike Berlin – czyli samobieżny barowy stół na kółkach z nalewakiem regionalnego piwa toczący się po najciekawszych zakątkach miasta.


Oto idea Bier Bike Berlin – pojazd wygląda surrealistycznie i porywająco zarazem. Ukazał się moim oczom na Spandauer Str., w ścisłym turystycznym centrum niedaleko Alexanderplatz.
Może pomieścić 16 pasażerów, z czego 10 wykonuje całą robotę – pedałuje. Cała ekipa siedzi przy stole i raczy się zimnymi napojami nie zważając na warunki atmosferyczne – rowerowy mini bar vel beczkowóz jest zadaszony. Do tego oczywiście możliwość odtwarzania własnej muzyki i panoramiczne widoki miasta dookoła.

bier bike berlinTrasy do zwiedzania – wzdłuż muru berlińskiego, polityczne centrum , a nawet ciekawie brzmiące Curried sausage tour… Cena zależy od dnia i pory oraz ilości godzin i waha się od 160 – 390 e. Standardowa dwugodzinna trasa 220 e – w rozłożeniu na 16 osób - koszt bardzo przystępny.Oczywiście na pokładzie jest profesjonalny przewodnik.

Imprezowe zwiedzanie adresowane jest nie tylko do turystów, ale też może być sposobem na dotarcie do klubu, imprezę integracyjną, wyjście znajomych, przyjęcie weselne, urodzinowe lub po prostu śmieszny sposób transportu z miejsca A do miejsca B. Rowerowy mini bar reklamowany jest jako przyjazny dla środowiska i trudno się z tym nie zgodzić.


Oto jeszcze jeden powód przeciwko prohibicji na ulicach.

My na razie możemy o tym pomarzyć, lub pojechać na piwny rowerowy tour do Berlina - wystarczy skrzyknąć 10 chętnych!

sobota, 21 czerwca 2014


Już 4 lipca zapraszamy na spacer z przewodnikiem + warsztat plastyczny w ramach akcji artystów praskich „Stan Rzeczywisty”.


Co opowiedziałyby nam ściany praskich kamienic, gdyby umiały mówić? Dziurawe od kul, pozbawione dekoracji, ziejące zabitymi oknami. Coraz bardziej kontrastujące z nową biurowo – apartamentowi zabudową oraz kilkoma odnowionymi „szczęściarzami”. Smutne, zaniedbane a jednak ciągle nie można przejść obok nich obojętnie.
Spacer obejmie najbardziej charakterystyczne kamienice warszawskiej Pragi.

Wycieczkę poprowadzi Katarzyna Chudynska - Szuchnik (Warsoff) przewodniczka miejska, nr. legitymacji 1449.

Data 4.07. 2014-05-11 - piątek


Miejsce spotkania: ul. Wileńska róg Inżynierskiej


Wycieczka: - Godz. 17.00

Czas wycieczki: 1,5 – 2 godz.

Po spacerze, podczas godzinnego warsztatu plastycznego, uczestnicy stworzą własny wizję projektu rewitalizacji kamienicy przy ul. Wileńskiej 19. Podpowiedzią będzie własna wyobraźnia oraz wskazówki praskiej artystki malarki Joanny Świerczyńskiej www.joannaswierczynska.pl

Warsztat plastyczny w klubie Offside na ul. Brzeskiej 16 w godz. 19 – 20.00. Koszt udziału w warsztacie 7 zł od osoby.
Na warsztat liczba miejsc ograniczona-przyjmiemy tylko 20 osób.

Materiały malarskie potrzebne do pracy oraz materiały poglądowe uczestnicy warsztatu otrzymają na miejscu, w klubie Offside.

Prosimy o wcześniejsze zapisy na warsoff@gmail.com

Zapraszamy dzieci oraz osoby dorosłe. Ilość miejsc ograniczona!

 

 



wtorek, 10 czerwca 2014

Patrząc na pomniki w Warszawie z perspektywy ostatnich 25 lat można odnieść wrażenie, że jest to forma skompromitowana. Przystaje do obecnych potrzeb jak pager do nastolatka...

Około 50 pomników po transformacji

Przyczyny? Jest ich wiele. Nie bez znaczenia jest zbytnia nadgorliwość z jaką zabrano się za nadrabianie pomnikowych zaległości. Od 1989  z ulic, placów i skwerów Warszawy zniknęło co najmniej kilkanaście (może dwadzieścia) słusznych patronów, zaklętych w spiżu, brązie, czy betonie działaczy ruchu ludowego i socjalistycznego – (Dzierżyński, Marchlewski, Nowotko, Gomułka, Świerczewski itd.). Za to nowych pomników wystawionych po transformacji  jest około pięćdziesięciu.

Pomnikomanio pozwól żyć

Oczywiście było co nadrabiać! Nadmienię tylko, że w nazwach ulic i w ich pobliżu zaroiło się m.in. od amerykańskich mężów stanu. Swoistą pomnikomanią (na szczęście w Warszawie nie bijącą po oczach) stało się upamiętnienie ważnego dla czasów przełomu Jana Pawła II (podobno 700 pomników w całej Polsce!)

Agnieszka jest sexy

Ciągle wiele jest pomników, na które zwracają uwagę tylko gołębie. Są też pomniki, które ożywają raz na rok w związku z jakąś uroczystością państwową. Ale są też miłe wyjątki, pomniki, które są sexy dla okolicznych mieszkańców – np. wiecznie już młoda, spiżowa Agnieszka Osiecka siedząca przy kawiarnianym stoliku na Francuskiej. Jesienią ma korale z jarzębiny, latem fiołki, wiosną bzy. Spontaniczny wyraz miłości!

Był UBelisk jest Kościuszko

Skompromitowały się pomniki realistyczne, katujące otoczenie narodową martyrologią. Męczą kłótnie związane z pomnikami z PRL jak i tymi planowanymi. Kto jeszcze wierzy w to, że pomnik łączą ludzi? To teksty rodem z poprzedniej epoki, kiedy to twórca najkrócej stojącego i znienawidzonego warszawskiego pomnika zwanego UB liskiem (oficjalnie: „Pomnik Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej”) twierdził, że jest to pomnik pojednania… Dziś zobaczycie tam świeżutki pomnik Kościuszki.

Więcej tlenu w centrum!

Oczywiście przestrzeń miejska i różne działania w jej obrębie są dziś bardzo hot. Uliczne „instalacje”, „projekty w przestrzeni publicznej” i w końcu memoriały to są właśnie pomniki na miarę XXI wieku. Dobry przykład? Dotleniacz Joanny Rajkowskiej z 2007 roku. Jego prospołeczny, przyjazny charakter urzeka, pozwala na chwilę wytchnienia i refleksji na pełnym architektonicznych warstw Placu Grzybowskim.

Tasiemcowi też się należy

Pomniki, nawet jeśli fundowane przez środowiska przywiązane do tradycyjnych form mogą zaskakiwać. A nawet mieć drugie dno! Każdy w końcu ma prawo do własnej interpretacji sztuki, i tam gdzie jeden artysta widzi splot na wzór wełnianych skarpet , drugi widzi zapętlone ciała tasiemców… (vide Pomnik „Unity” ufundowany przez stęsknionych mieszkańców Chicago w Centralnym Parku Kultury).

Mamo, co to za memo?

Awangardowy trend pomnikowy wyznacza najnowszy warszawski monument, odsłonięty w ramach uroczystości związanych z 25 leciem transformacji. Chodzi o Memoriał Wolnego Słowa. Memoriał - brzmi bardzo szumnie, więc może mówić "memo"? Tak, czy siak, jest jeszcze określeniem wolnym od skojarzeń. Memo wolnego słowa ma prostą formę (wystający z chodnika zawijas przypominający zjeżdżalnię), nawiązującą kolorystycznie do otoczenia.

Skaterzy, yorki i resoraki

Wizja lokalna uświadomiła mi, że warszawiacy nie przechodzą obok niego obojętnie. Forma przyciąga ich bez względu na wiek. Począwszy od skaterów, próbujących wykonywać na „przerwanej kresce cenzora” swoje ewolucje, po małych chłopców puszczających z memoriału swoje resoraki. Tylko czekać aż zimą odbędzie się tam konkurs saneczkowy dla yorków. Ale dzięki temu miejsce żyje, o temacie się mówi, i o to chodzi.

Nie żałuję, że era brązu, betonu i piaskowca się skończyła. Wolę nowe, kolorowe symbole miasta - oby tylko nie spadały im liście i nie płonęły kwiaty. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44