blog przewodnicki

Aktualności Lewy Brzeg

wtorek, 10 czerwca 2014

Patrząc na pomniki w Warszawie z perspektywy ostatnich 25 lat można odnieść wrażenie, że jest to forma skompromitowana. Przystaje do obecnych potrzeb jak pager do nastolatka...

Około 50 pomników po transformacji

Przyczyny? Jest ich wiele. Nie bez znaczenia jest zbytnia nadgorliwość z jaką zabrano się za nadrabianie pomnikowych zaległości. Od 1989  z ulic, placów i skwerów Warszawy zniknęło co najmniej kilkanaście (może dwadzieścia) słusznych patronów, zaklętych w spiżu, brązie, czy betonie działaczy ruchu ludowego i socjalistycznego – (Dzierżyński, Marchlewski, Nowotko, Gomułka, Świerczewski itd.). Za to nowych pomników wystawionych po transformacji  jest około pięćdziesięciu.

Pomnikomanio pozwól żyć

Oczywiście było co nadrabiać! Nadmienię tylko, że w nazwach ulic i w ich pobliżu zaroiło się m.in. od amerykańskich mężów stanu. Swoistą pomnikomanią (na szczęście w Warszawie nie bijącą po oczach) stało się upamiętnienie ważnego dla czasów przełomu Jana Pawła II (podobno 700 pomników w całej Polsce!)

Agnieszka jest sexy

Ciągle wiele jest pomników, na które zwracają uwagę tylko gołębie. Są też pomniki, które ożywają raz na rok w związku z jakąś uroczystością państwową. Ale są też miłe wyjątki, pomniki, które są sexy dla okolicznych mieszkańców – np. wiecznie już młoda, spiżowa Agnieszka Osiecka siedząca przy kawiarnianym stoliku na Francuskiej. Jesienią ma korale z jarzębiny, latem fiołki, wiosną bzy. Spontaniczny wyraz miłości!

Był UBelisk jest Kościuszko

Skompromitowały się pomniki realistyczne, katujące otoczenie narodową martyrologią. Męczą kłótnie związane z pomnikami z PRL jak i tymi planowanymi. Kto jeszcze wierzy w to, że pomnik łączą ludzi? To teksty rodem z poprzedniej epoki, kiedy to twórca najkrócej stojącego i znienawidzonego warszawskiego pomnika zwanego UB liskiem (oficjalnie: „Pomnik Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej”) twierdził, że jest to pomnik pojednania… Dziś zobaczycie tam świeżutki pomnik Kościuszki.

Więcej tlenu w centrum!

Oczywiście przestrzeń miejska i różne działania w jej obrębie są dziś bardzo hot. Uliczne „instalacje”, „projekty w przestrzeni publicznej” i w końcu memoriały to są właśnie pomniki na miarę XXI wieku. Dobry przykład? Dotleniacz Joanny Rajkowskiej z 2007 roku. Jego prospołeczny, przyjazny charakter urzeka, pozwala na chwilę wytchnienia i refleksji na pełnym architektonicznych warstw Placu Grzybowskim.

Tasiemcowi też się należy

Pomniki, nawet jeśli fundowane przez środowiska przywiązane do tradycyjnych form mogą zaskakiwać. A nawet mieć drugie dno! Każdy w końcu ma prawo do własnej interpretacji sztuki, i tam gdzie jeden artysta widzi splot na wzór wełnianych skarpet , drugi widzi zapętlone ciała tasiemców… (vide Pomnik „Unity” ufundowany przez stęsknionych mieszkańców Chicago w Centralnym Parku Kultury).

Mamo, co to za memo?

Awangardowy trend pomnikowy wyznacza najnowszy warszawski monument, odsłonięty w ramach uroczystości związanych z 25 leciem transformacji. Chodzi o Memoriał Wolnego Słowa. Memoriał - brzmi bardzo szumnie, więc może mówić "memo"? Tak, czy siak, jest jeszcze określeniem wolnym od skojarzeń. Memo wolnego słowa ma prostą formę (wystający z chodnika zawijas przypominający zjeżdżalnię), nawiązującą kolorystycznie do otoczenia.

Skaterzy, yorki i resoraki

Wizja lokalna uświadomiła mi, że warszawiacy nie przechodzą obok niego obojętnie. Forma przyciąga ich bez względu na wiek. Począwszy od skaterów, próbujących wykonywać na „przerwanej kresce cenzora” swoje ewolucje, po małych chłopców puszczających z memoriału swoje resoraki. Tylko czekać aż zimą odbędzie się tam konkurs saneczkowy dla yorków. Ale dzięki temu miejsce żyje, o temacie się mówi, i o to chodzi.

Nie żałuję, że era brązu, betonu i piaskowca się skończyła. Wolę nowe, kolorowe symbole miasta - oby tylko nie spadały im liście i nie płonęły kwiaty. 

piątek, 06 czerwca 2014

System wyłączony! A co było dalej? Odświeżymy wspólnie pamięć patrząc jak zmieniło się w ciągu ostatnich 25 ścisłe centrum miasta.

WarsOff zaprasza na dwie wyjątkowe wycieczki już w najbliższy weekend. Podczas pierwszej odwiedzimy nadwiślańskie wersje Manhatanu, Bronxu i Broadwayu, w drugiej m.in. zajrzymy w krzaki, w których kiedyś stały pomniki najwyższej wagi.

Wycieczki odbywają się w ramach wydarzeń Wyłącz System. Udział bezpłatny. Więcej na wylaczsystem.pl

7, 8 czerwca (weekend), godz. 12.00
WARSZAWA PSÓW, SZCZURÓW I REKINÓW. Filmowy obraz tranformacji
Zbiórka: Hotel Marriott, Aleje Jerozolimskie 65/79 od strony Emilii Plater. Czas trwania: 2,5 godz.
Przewodnik: Katarzyna Chudyńska-Szuchnik


W kontrowersyjnych Psach Władysława Pasikowskiego ubecy zostali pokazani w nowych rolach. Prywatni przedsiębiorcy – kombinatorzy, cinkciarze, bezdomni to również świat portretowany przez Jana Łomnickiego w Wielkiej Wsypie oraz sequelu Szczur. W ścisłym centrum Warszawy współistnieją strefy miejsca tłumnie uczęszczane i te zarezerwowane dla nielicznych: tych najbogatszych i tych na dnie. W podziemiach Dworca Centralnego król bezdomnych rządzi alternatywną rzeczywistością. Z realnym światem łączą ją teczki współpracowników UB wydobyte z mitycznego schronu I sekretarza pod Domem Partii. Z kolei komedia Kapitał, czyli jak zrobić pieniądze w Polsce pokazuje jak przedsiębiorczy warszawiacy różnych profesji zmieniali się w rekinów biznesu. Spacer będzie okazją, by wspomnieć realia 1989 roku odbite w filmowej rzeczywistości, najbardziej widoczne zmiany w centrum stolicy, losy miejsc związanych z tworzącą się elitą i odchodzącą władzą. Trasa wycieczki: Hotel Marriott, Dworzec Centralny, Sala Kongresowa PKiN, pozostałości pawilonów handlowych przy ul. Marszałkowskiej, lokacja słynnych kantorów – ul. Marszałkowska, Hotel Polonia. 


WYCIECZKI ROWEROWE

7, 8 czerwca (weekend), godz. 18.00
POMNIKI REWOLUCJI

Zbiórka: pl. Krasińskich pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Czas trwania: 2,5 godz. Przewodnik: Katarzyna Chudyńska-Szuchnik

Rok 1989 to początek zmian w przestrzeni miasta, usuwano znienawidzone pomniki i robiono miejsca na nowe. To również burzliwe dyskusje o tym, które nazwy ulic powinny natychmiast zostać zmienione i wysuwanie propozycji nowych nazw, które jeszcze do niedawna były nie do pomyślenia. Podczas spaceru przypomnimy pomniki, które zniknęły po 1989 roku. Warto przypomnieć, że to również w tym roku odsłonięto długo wyczekiwany pomnik Powstania Warszawskiego.
Trasa: Pl. Krasińskich, ulica Andersa, Pl. Bankowy, okolice Hali Mirowskiej, dawny Dom Przyjaźni Polsko - Radzieckiej ul. Marszałkowska 115, plac przed Pałacem Lubomirskich, (pl. Żelaznej Bramy 10), Grzybowska. 

Zapraszamy!

czwartek, 13 lutego 2014

vlepki, Tytus Romek i Atomek, street art w warszawieNostalgia za latami 90 tymi ma różne formy.

Ostatnio miałam okazję posłuchać opowieści o warszawskich vlepkach weteranów tego ruchu, dziś chciałoby się rzec statecznych trzydziestoparolatków.

Vlepki w autobusach

vlepki w autobusieVlepki w komunikacji miejskiej odeszły już do przeszłości. Ci z Was, którzy przemieszczają się na co dzień prywatnym transportem mogą być tym faktem zaskoczeni. Więc powiem więcej - z naszych ulic niedawno zniknęły ostatnie ikarusy, a śmierć warszawskiej vlepki nastąpiła dużo wcześniej, bo ok. 2004 roku.

Z ciekawostek zasłyszanych podczas opowieści na POSUL wynika, że vlepka to specyfika typowo polska, nawet jej nazwa powstała w Warszawie. Vlepkarze działający w drugiej połowie lat 90 tych to licealiści, studenci, nieraz artyści (grupa Twożywo), osoby zaangażowane w społeczne czy polityczne działania (Federacja Zielonych czy Federacja Anarchistyczna), a nawet stołeczni kibice. vlepki warszawskieUmieszczali małe karteczki z zabawnym rysunkiem czy komentarzem dla umilenia czasu spędzonego w środku komunikacji, przekazanie autorskich treści i refleksji, rozbawienie odbiorcy. Swego czasu vlepkarze zauważeni przez lokalne media stali się nawet warszawską sensacją. Dyskutowano czy to wandalizm, czy sztuka?

Dodajmy, że vlepianie w komunikacji związane było z przyjemnymi skokami adrenaliny, bo nie wiadomo było jakie usposobienie wobec vlepiających ma kierowca i współpasażerowie. Zdarzały się skrajne reakcje od wyrzucenia, po prośbę o klepkę na własny użytek. vlepki w autobusieZresztą świat vlekparza był więcej niż skomplikowany J Tutaj posłużę się cytatem z „Vlepgazety” z 2001 roku : „Zdarza się, że vlepkarze w swojej działalności kierują się określonymi przez siebie zasadami – ten nie vlepia w dany typ autobusu, czy tramwaju, ten nie robi vlepek o zrywaczach, ten musi zacząć vlepkarski dzień od przejechania się określoną linią, a ten nie vlepia w piątki. Wydawać się to może głupie i niepotrzebne, ale stanowi część folkloru.”

Fugazi wylęgarnią vlepek

okno Z VLEPKAMI ASPZa miejsce, które stało się wylęgarnią vlepek, początkowo związanych z zespołami muzycznymi uważa się Fugazi – pierwszy alternatywny klub w Warszawie. Ale słynne miejsce – vlepkovisko istniało wiele lat na szybach okien w kompleksie ASP od ul. Traugutta. Była to spontaniczna i nielegalna galeria vlepki warszawskiej, zresztą nieraz usuwana… Świetne miejsce dla zwiedzających stolicę – tu można się było dowiedzieć co też siedzi w głowach mieszkańców i wywrotowej młodzieży…

ul. Traugutta ASPOdwiedziłam niedawno to miejsce. Vlepek jak na lekarstwo, ale nie było powodu do zmartwienia. Umarł król niech żyje król. Następcą vlepki stał się szablon miejski – równie mała forma przekazu, wymagająca sprawności manualnej i deko odwagi. Oczywiście nie jest to nowa technika, ale jej skala każe wnioskować, że odbył się jej entuzjastyczny revival.

szablon sorry Polsko, ściana ASPWarto zatrzymać się kilka chwil na kontemplację szablonów na ul. Traugutta. Warto przyprowadzić znajomych spoza Warszawy, czy turystów. Próbkę tego, co możecie tam zobaczyć jest na zdjęciach. Miło zauważyć, że szablon oscyluje wokół podobnej tematyki jak vlepka – sporo spraw społecznych, komentarza do spraw bieżących, ale też refleksji osobistych. ul. Traugutta szablonyCieszy mnie zwłaszcza szablon „warszawski” i „kobiecy” bo i takie nurty są widoczne. Podobnie jak i przy vlepkach zasadą jest tu bezinteresowna, nieocenzurowana twórczość.

A jeśli chcesz powspominać warszawskie vlepki próżno wodzić wzrokiem nad drzwiami wejściowymi, czy tylnej szybkie w miejskich autobusach. Trzeba iść do Muzeum Etnograficznego, gdzie na ekspozycji wystawiona jest jedna uratowana szyba z dawnej galerii lekarskiej z ul. Traugutta. To tutaj można się zadumać nad tym miejskim folklorem, który pewnie już nie wróci.

vlepki na ul. TrauguttaSwoją drogą ciekawe, że winę za śmierć warszawskiej vlepki ponoszą… agencje reklamowe, które w tej formie zaczęły prowadzić kampanie napojów i zupek chińskich. Vlpekarze podobno przenieśli się do netu. Dziś są uważani za część ( a nawet prekursorów) rodzimego street artu.

 

szablon ASP

szablony ul. Traugutta

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Miejsce koszmarne i przytłaczające, inspiracja dla architektów JW Destruction, warszawski Hong Kong, słowem blokowisko tak brzydkie, że aż piękne, jest tłem akcji w głośnej, filmowej premierze czerwca „Dziewczyna z szafy”. Mowa o osiedlu „Ruda” na warszawskich Bielanach, blisko Trasy Toruńskiej.

Plenery filmowe Warszawy

Na blogu WarsOff zajmujemy się nim w ramach śledzenia warszawskich plenerów filmowych. (Do nadrobienia mamy jeszcze plenery filmowe „Drogówki”, która jest pod tym względem prawdziwą ucztą, a rarytasem sceny z prawego brzegu, i to takie, których w polskim kinie jeszcze nie było!).

Bodo Kox, reżyser „Dziewczyny z szafy” powiedział, że chociaż nie pamięta nazwy osiedla jest ono „wystarczająco brzydkie, żeby pięknie służyło za tło”. Chciał, by było to osiedle anonimowe, jakie może znajdować się w każdym mieście, ale przyznał, że wie, że „czujny widz łatwo rozpozna, że to Warszawa.”  I to właśnie my wcielamy się w rolę „czujnego widza” J

Nazwa osiedla ma piękny historyczny rodowód - pochodzi od osady Ruda leżącej nad rzeką Rudawką. (Wszak kiedyś Warszawa poprzecinana była wieloma rzekami, które spływały do Wisły, część z nich osuszono, część płynie jeszcze do dziś jako rzeczki podziemne, częściowo pokrywające się ze studzienkami kanalizacyjnymi.) Była tu wieś należąca do ojców kamedułów, a później folwark. W materiałach źródłowych zachowały się wspomnienia o młynie nad Rudawką. Dziś nie znajdziemy już reliktów dawnej zabudowy, gdyż większość wyburzono w latach 70 tych pod budowę osiedla, jak ty zwykle bywa niszcząc jednocześnie oryginalną siatkę ulic. Dziś betonowa dżungla „Ruda” otoczona jest kwadratem ulic – Gwiaździsta, Klaudyny, Podleśna oraz odcięta Al. Armii Krajowej.

 „Ruda” ma swoje wady i zalety, o których mieszkańcy potrafią toczyć burzliwe dyskusje. Znajdują się tam jedne z najwyższych bloków mieszkalnych Warszawy – liczące ponad 20 pięter. Właśnie takie imponujące widoki z dachu bloku wykorzystał Bodo Kox. Podwórka między blokami, betonowe boisko, winda, klatka schodowa i wreszcie dach bloku są równie ważnymi miejscami akcji, co ciasne, ciemne mieszkania. To właśnie te lokalizacje w poszczególnych scenach pomagają oddać nastrój i osobowość bohaterów.

Natomiast wnętrza, w tym klimatyczna klatka schodowa, na potrzeby planu „Dziewczyna z szafy” realizowane były na hali "W" w Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie.

Filmowa Warszawa na Bielanach

Film nie pomija relacji sąsiedzkich, będących wartością dodaną do życia w mrówkowcach – dla jednych zapewne błogosławieństwem, dla innych przekleństwem. Ważną postacią jest również dzielnicowy, często goszczący na ekranie, (choć niektórzy twierdzą, że akurat „Ruda” jako dawne osiedle dla pracowników uniwersytetu i nauczycieli jest jednym z najbezpieczniejszych i najmniej „zadresionych” – ciekawe czy ktoś z mieszkańców to potwierdzi?)

Można w zasadzie przyjąć, że blokowisko jest jednym z bohaterów filmu „Dziewczyna z szafy” - równie zagubione i zaniedbane co bohaterzy, ale posiadające jednak swoje unikalne wartości, swoją „duszę”. Nie zapędzając się w dalszą poetykę, polecam zajrzeć tu: http://warszawa78.blox.pl/2008/09/Osiedle-Ruda-koszmar.html, aby zobaczyć czarno białe, dosyć brutalne foty wykonane około 5 lat temu. Obrazki te, po skonfrontowaniu z filmem pozwalają stwierdzić, że niewiele się zmieniło. Trochę bardziej litościwe ujęcia bloczydeł zobaczycie na oficjalnej stronie SBM „Ruda".

Warszawskie blokowiska - zwiedzanie

I na koniec refleksja - czy warto takie blokowiska pokazywać we współczesnych filmach? Zdecydowanie! Jak policzył Jarosław Trybuś, autor „Przewodnika po Warszawskich Blokowiskach”, stolica w 2/3 składa się z betonowych osiedli, więc przestańmy udawać, że one nie istnieją, gdy np. pokazujemy miasto, czy tworzymy filmy J

A tak na marginesie - blokowiska, coraz śmielej wkraczają w rejony popkultury vide strój kąpielowy zaprojektowany przez PTNS – sklep  oferujący m.in. odzież inspirowaną latami 70. I 80.  Bloki na bikini – czemu nie?

fot: materiały dystrybutora, sbmruda.pl, pantuniestal.com

piątek, 07 czerwca 2013

Z okazji Miesiąca Luksemburga

Ambasador Wielkiego Księstwa Luksemburg Conrad Bruch

ma zaszczyt zaprosić na wieczór pt. „Historia willi przy Słonecznej 15”.

W programie:

 dr inż. arch. Grzegorz Rytel:  „Architektura międzywojennej Warszawy i twórczość Lucjana Korngolda”

 Tadeusz Władysław Świątek: „Pamięci Zofii zWedlów Żochowskiej”

 

Projekcja filmu „Warszawa 1935" w 2D

I lampka wina

11 czerwca 2013, 18.30

Ambasada Luksemburga

ul. Słoneczna 15

Wstęp po potwierdzeniu:

Tel: 22 507 86 54, confirmation.warsaw@mae.etat.lu

Uwaga! Ilość miejsc ograniczona

Ambasada Wielkiego Księstwa Luksemburg znajduje się w zabytkowej willi przy ul. Słonecznej 15 na Mokotowie. Dom powstał w połowie lat 30’ zeszłego wieku. W 2004 r. kupił go rząd Wielkiego Księstwa Luksemburg. Historia willi pozostawała tajemnicą dla dyplomatów i pracowników Ambasady. Wiadomo było jedynie, że wcześniej mieściła się w niej Ambasada Albanii, a wcześniej przez krótki czas Bułgarii. Wszyscy jednak czuli, że budynek jest wyjątkowy.

W 2006 r. w Ambasadzie pojawił się pracownik naukowy pracowni architektury i sztuki współczesnej Politechniki Warszawskiej, dr inż. arch. Grzegorz Rytel, który pisał doktorat o Lucjanie Korngoldzie (1897 – 1963), architekcie budynku. Zaczął odkrywać fascynującą, a czasem tragiczną historię willi. Wiedzę tę wzbogacił wybitny warsawianista i znawca rodów warszawskich, Tadeusz Władysław Świątek.

Conrad Bruch, Ambasador w hołdzie dla fundatorki budynku Zofii Żochowskiej z Wedlów, siostry dr Jana Wedla, współwłaścicielki Fabryki Cukrów i Czekolady p.f. "E, Wedel" S.A., miłośniczki sztuki, łączniczki AK (pseud. “Joanna”), zm. w 1944 r, a także dla Lucjana Korngolda, wybitnego architekta, postanowił przybliżyć tę historię mieszkańcom Warszawy.

Zapraszamy!

 
1 , 2 , 3 , 4