blog przewodnicki

WARSoff w Berlinie

czwartek, 07 sierpnia 2014

imprezowe zwiedzanie

Trasy od baru do baru, szlaki piwne, stag weekend,  rajdy odkrytymi busami– wielu głowiło się jak atrakcyjnie połączyć zwiedzanie miasta i imprezowanie. Pomysł numer jeden to dla mnie Bier Bike Berlin – czyli samobieżny barowy stół na kółkach z nalewakiem regionalnego piwa toczący się po najciekawszych zakątkach miasta.


Oto idea Bier Bike Berlin – pojazd wygląda surrealistycznie i porywająco zarazem. Ukazał się moim oczom na Spandauer Str., w ścisłym turystycznym centrum niedaleko Alexanderplatz.
Może pomieścić 16 pasażerów, z czego 10 wykonuje całą robotę – pedałuje. Cała ekipa siedzi przy stole i raczy się zimnymi napojami nie zważając na warunki atmosferyczne – rowerowy mini bar vel beczkowóz jest zadaszony. Do tego oczywiście możliwość odtwarzania własnej muzyki i panoramiczne widoki miasta dookoła.

bier bike berlinTrasy do zwiedzania – wzdłuż muru berlińskiego, polityczne centrum , a nawet ciekawie brzmiące Curried sausage tour… Cena zależy od dnia i pory oraz ilości godzin i waha się od 160 – 390 e. Standardowa dwugodzinna trasa 220 e – w rozłożeniu na 16 osób - koszt bardzo przystępny.Oczywiście na pokładzie jest profesjonalny przewodnik.

Imprezowe zwiedzanie adresowane jest nie tylko do turystów, ale też może być sposobem na dotarcie do klubu, imprezę integracyjną, wyjście znajomych, przyjęcie weselne, urodzinowe lub po prostu śmieszny sposób transportu z miejsca A do miejsca B. Rowerowy mini bar reklamowany jest jako przyjazny dla środowiska i trudno się z tym nie zgodzić.


Oto jeszcze jeden powód przeciwko prohibicji na ulicach.

My na razie możemy o tym pomarzyć, lub pojechać na piwny rowerowy tour do Berlina - wystarczy skrzyknąć 10 chętnych!

sobota, 01 marca 2014

Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego ślepe uliczki lub alejki upamiętniają kobiety, podczas gdy szerokie arterie noszą nazwiska mężczyzn? Gender Walks to zwiedzanie alternatywne, miejskie wędrówki, które prowokują zadawanie takich pytań.

"Przestrzeń kształtuje relacje płci i na odwrót" – takie jest motto Gender Walks, czyli miejskich wycieczek z perspektywą płci. Zostały wymyślone 10 lat temu przez dwie niemieckie badaczki Gender Studies Stephanie Hüffell i Bettinę Knothe.

Widok na ulice miasta przez okulary płci

Podczas Gender Walks mało jest miejsca na odtwarzanie standardowej wiedzy na temat budynków czy historii miasta. Uczestnicy zwracają uwagę na wszystko co widzą: od znaków drogowych, nazw na skrzynkach pocztowych, pomników, witryn, szyldów pubów i plakatów reklamowych. I stawiają pytania.

Oto kilka przykładów z wycieczki po wschodnim Berlinie, która rozpoczyna się na Friedrichstraße.  Pierwsze pytanie dotyczy płci berlińskiej herbu: "Dlaczego nie jest to niedźwiedzica?" (No cóż w Warszawie nie ma takiej rozterki, ale gdyby pogrzebać w średniowiecznym wizerunku naszej syrenki robi się wręcz transgenderowo... o czym jeszcze będę pisać.)

boros bunkerWracając do Berlina. Budynek, którzy przykuwa uwagę na Reinhardtstr. to Bunkier Sztuki. Wielki betonowy schron z czasów wojny kupiony przez biznesmena i mecenasa Christiana Borosa. Na górze urządził penthouse, a resztę przestrzeni zajmuje galeria. Uczestnicy wycieczki pytają - Jak wiele z prezentowanych prac należy do artystek?

10% kobiecych nazw ulic

A co z nazwami ulic? Reinhardt Street, nazwana ku pamięci dyrektora Deutsches Theater, rzeczywiście jest długa, ale  nie koniecznie wyznacza to w Berlinie regułę.

Po upadku muru berlińskiego, urzędnicy miejscy zadbali, by przy wymianie nazw ulic sięgnąć po nazwiska kobiet. W berlińskiej dzielnicy Neukölln, jest nawet cały kwartał, gdzie upamiętniono panie. Pomimo tych wysiłków 90 % wszystkich ulic to ulice „męskie”.  

Kolejny przystanek: gigantyczna kamienna rzeźba  przedstawiająca walkę tytana i Sfinksa. Symbolizuje zwycięstwo zdrowia nad chorobą . " Zdrowie jest człowiekiem, a choroba reprezentowana jest przez żeńskiego Sfinksa.” – zauważa jedna z uczestniczek Gender Walks .

Rzeźba należy do Charité prestiżowej kliniki uniwersyteckiej. Pomnik upamiętnia jednocześnie zasłużonego profesora Rudolfa Virchow, za to że wypędził z miasta dżumę i cholerę.

Dlaczego to nie kobieta stoi na cokole ? Tu trzeba sięgnąć do historii.  Kobiety przez długi czas nie mogły studiować na uniwersytecie, a tym bardziej wykonywać zawodu lekarza . Pierwszą kobietą z tytułem profesora w Charité była Rachel Hirsch. Aby uzyskać dyplom, musiała uczyć się w sąsiedniej Szwajcarii .

Grupa przechodzi obok pubu The Chancellor’s Corner.  Padają pytania: Dlaczego nie „Pani kanclerz Corner"? I dalej - dlaczego Crown Prince Bridge nie nosi wdzięcznej nazwy Crown Princess Bridge. A co z Aleją Konrada Adenauer’a?  Dlaczego nie Angela Merkel Avenue?

A w Warszawie święte, kucharki i artystki

Gender Walk to szukanie dziury w całym? Szokuje Was, denerwuje? Inspiruje? To na pewno dosyć aktualny sposób na podejście do miejskiej przestrzeni. Tak więc elementy Gender Walk znajdziecie na marcowych wycieczkach WarsOff - zapraszamy do warszawskich refleksji i dzielenia się nimi.

 Wkrótce relacja z tego, co przez okulary płci widać na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie. Zdradzę jedno - maszerując Traktem Królewskim można wysnuć wniosek, że warszawianki to święte, kucharki i… artystki.

Źródło: Goethe Institut



poniedziałek, 28 lutego 2011

Co prawda mamy już w Warszawie artystyczną dzielnicę i nie trzeba wyjeżdżać po inspiracje do Berlina, ale warto trzymać rękę na pulsie. Jako, że nazwa WARSoff zobowiązuje eksplorowałam ostatnio moje ulubione wschodnie dzielnice Berlina: Friedrichshain i Kreuzberg.

1. Obowiązkowy punkt to galeria East Side, która zaczyna się przy Warschauer Strasse. Wizualne ujęcie tematu wolności na byłym murze berlińskim było odnowione rok temu – cóż jak każde dzieło sztuki street art też trzeba konserwować. Jeśli zmęczycie się oglądaniem i pstrykaniem zdjęć można odpocząć nad kanałkiem, pijąc lemoniadę lub piwo (w tym mieście nie grozi za do mandat! W Warszawie zwolennicy ulicznego picia powinni zaopatrzyć się w papierową torebkę, a i tak może to być najdroższe piwo w ich życiu –straż miejska policzy im 100 zł).

2. Zawracamy w stronę Warschauer Strasse i skręcamy w lewo biorąc kurs na Friedrichshain. Po drodze po lewej z numerem 34 mijamy gejowski klub karaoke Monster Ronson – tu wrócimy jeszcze wieczorem! Gdy pokonamy most nad torami kolejowymi, skręcamy w pierwszą w prawo Revaler Strasse, by dojść do zabudowań byłej fabryki, która jest…. bingo, oczywiście jednym z wielu tutejszych zagłębi artystycznych. Mieści się tam klub Cassiopeia, gdzie odbywają się m.in. koncerty punk, hardcore i ska. Są tam także pracownie artystów, teatr, skate park i kawiarnia. Kto lubi połączenie industrialnych budynków z twórczym chaosem i grafikami będzie się czuł jak w domu.

3. Z Cassiopei już tylko parę kroków na Boxhagener Platz, który najlepiej jest odwiedzić w weekendy – w soboty jest tu targ kulinarno – warzywno – kwiatowy (miłośnicy bio produktów znajdą na pewno coś dla siebie) a w niedziele to jeden z lepszych pchlich targów, gdzie można kupić zarówno „śmieci od Turka”, winyle z drugiej ręki i wszelakie wytwory hand made – od obrazów po ubrania, biżuterię i designerskie gadżety. Jeśli jednak znajdziemy się w okolicach Boxhagener Platz w tygodniu, nie ma co załamywać rąk. Trzeba pobuszować w tutejszych w sklepikach i galeriach. Warto też zjeść coś w jednej z licznych tu indyjskich lub vege knajpek. Polecam vegański bar Yo Yo, gdzie można uraczyć się pizzą, kebabem, stekiem lub sznyclem, a wszystko w niewygórowanej cenie i zupełnie bezmięsnym i bez nabiałowym wydaniu.

4. Boxhagener Strasse – tą ulicą warto się przejść, znajdziecie tu masę sklepików z ręcznie robionymi ubraniami, gadżetami i sztuką. Zajrzyjcie do międzynarodowej galerii Strychnin, która ma swoje filie także w Nowym Yorku i Londynie. Ja akurat załapałam się na wystawę współczesnej ceramiki brytyjskiej, w której dominowały mroczne motywy – czarownice, monstra, pająki, karzełki. Obok galerii jest mały sklep z ubraniami, to raj dla tych, którzy lubią wzory w panterkę, kratkę, groszki i zeberkę.

Jeśli wizyta w Strychnin narobiła Wam smaku na offową sztukę na tej samej ulicy znajdziecie Galerię Box 32 specjalizującą się w art princie – gdzie w przystępnej cenie można kupić przerobione zdjęcia cyfrowe i grafiki wydrukowane na płótnie. Tematyka od miejskiej dżungli po komiksową i pin upową. W galerii obok można zrobić komuś oryginalny prezent kupując maskotkę w kształcie szynki lub kiełbaski.

5. Wycieczkę proponuję zakończyć na Frankfurter Allee na wysokości stacji Frankfurtem Tor – tu obejrzymy socrealizm w bardzo moskiewskim wydaniu, różniący się od warszawskiej architektury socrealistycznej. Plac Konstytucji w porównaniu z ta okolicą jest raczej małą piaskownicą, skojarzenie z nim wywołują jedynie latarnie - kandelabry i rzeźby przedstawicieli socrealistycznego ludu – jest tu murarz i matka z dzieckiem o bardziej ludzkich proporcjach niż płaskorzeźby z Marszałkowskiej.

6. Jeśli znajdziemy równoległą do Franfurter Allee Rigaer Str. zobaczymy wiele wysprejowanych po dach kamienic – to domy zaskłotowane przez punkowców, którzy z czasem w większości z nich zaczęli płacić niewysokie czynsze. Ugoda anarchistów z miastem nie jest jednak zbyt łatwa i ciągle zdarzają się eksmisje. Na jednej z kamienic zobaczymy swojski napis HWDP, na innej kilkanaście par butów wywieszonych przez okno. Zresztą widok różnego rodzaju obuwia, dyndającego na powiązanych ze sobą sznurówkach w najbardziej nietypowych miejscach w stylu latarnie czy uliczna sygnalizacja świetlna nie jest zbyt rzadki we wschodnim Berlinie. Latem widziałam trampki wiszące na latarni przed tunelem przy pl. Zamkowym – to niechybnie dzieło jakiegoś mieszkańca Berlina wizytującego Warszawę.