blog przewodnicki

Galeria

sobota, 01 września 2012

Poniżej kilka fotek ze spacerów po Pradze w ramach Festiwalu Singera.

Najpierw pierwsza wycieczka: "Szlakiem Szmula Zbytkowera".

W trakcie odwiedziliśmy pierwszy cmentarz żydowski na terenie Warszawy umiejscowiony na Bródnie. Następnie przenieśliśmy się do miejsc, które należały do Szmula, wymienialiśmy jego garbarnie, rzeźnię i jatki, browary oraz nieruchomości, pod którymi miały stać legendarne beczki z pieniędzmi. (Według ustnych podań Szmul wykupował rannych i poległych podczas Rzezi Pragi). Mówiliśmy również o innych mitach związanych z tym praskim kupcem i królewskim liwerantem.

Kilka słów o cmentarzu założonym, a raczej usankcjonowanym przez Szmula Zbytkowera w 1780 r. (pochówki odbywały się tu już o kilka dziesięcioleci wcześniej). Brama - wejście do kirkutu jak i ogrodzenie, została ufundowane przez Fundację Rodziny Nissenbaumów w 1988.

Stoimy w wewnątrz cmentarza, wokół lapidarium, na którym zaplanowano wzniesienie pomnika. Po drodze zobaczyliśmy macewy, które pozostały lub zostały tu ponownie zgromadzone. Z 300 tys. nagrobków istniejących przed wojną, dziś jest ok. 3 tys. Cmentarz kryje również szczątki swego możnego założyciela.

Ostatni przystanek na terenie obecnej Szmulwizny, części Pragi, której nazwa nie wzięła się od szmuglowania, ani szmalcowania, jak to czasem zdaje się niektórym jej mieszkańcom, ale od imienia Szmula Zbytkowera. Mniej więcej w rejonie praskiego "Monopolu", czyli Fabryki Wódek mieścił się folwark Zbytkowera. Warto dodać, że w międzywojniu produkowano to również koszerne trunki.

SPACER - Żydowscy fabrykanci i przedsiębiorcy po prawej stronie Wisły.

Spacerowaliśmy po terenie Nowej Pragi i Szmulowizny, które z racji bliskości kolei obfitowały w fabryki, zakłady, bazary, warsztaty, składy, magazyny.

Niektórzy pytali - "Czy to synagoga?" kiedy stanęliśmy pod Pałacykiem Konopackiego, jednym z najstarszych budynków Nowej Pragi. Ksawery Konopacki, założyciel osady Nowa Praga, ożeniony z panną z żydowskiego domu, bardzo wspierał tutejszą, żydowską społeczność przekazując m.in. plac pod synagogę na Kamiennej (Bródnowska 8). Pałacyk po jego śmierci należał do starozakonnych przedsiębiorców handlujących drewnem -z firmy Endelman i Papierny.

A tu mowa o Fabryce Perfum i Mydeł Toaletowych Florange, która działała w oficynie, która dziś straszy zamurowanymi i wybitymi oknami. Do jednego z właścicieli Florange, pana Bankiera, należała również piękna, eklektyczna kamienica przy Stalowej 34.

A to już "Szmulki" i ul. Grodzieńska. W podwórku zachowały się budynki Fabryki Mydeł "Sport" należące do Arona Zylbermana.

Na Szmulowiźnie byliśmy jeszcze pod Fabryką Trzciny, czyli dawniej m.in. filią PePeGe (Państwowy Przemysł Gumowy) należącej do Samuela Halperina.

Na końcu była mowa o rycerzu polskiego przemysłu Leopoldzie Kronenbergu, założycielu m.in. Kolei Warszawsko - Terespolskiej, oraz Manasie Rybie, który wymyślił i administrował Bazar Różyckiego.

Za foto dokumentację dziękuję niezastąpionemu panu Jackowi Natorff. Jeśli ktoś z uczestników wycieczki może udostępnić zdjęcia z trzeciej wycieczki "Znani Żydzi związani z Pragą", będę bardzo wdzięczna.

Dziękuję wszystkim uczestnikom, to były naprawdę wyjątkowe spacery i wspaniała publiczność! Do zobaczenia!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Alternatywne Zwiedzanie Miasta rozkwita nie tylko w Warszawie. Alternatywne wycieczki były jedną z atrakcji Festiwalu Cuda Wianki w Gdyni.

Mi najbardziej spodobała się trasa industrialno portowa, ale ponieważ zbyt długo zamarudziłam ze znajomymi na Helu, spóźniłam się na start autobusu ogórka, który obwoził uczestników Cuda Tour.

Pozostawało więc samodzielne odkrywanie uroków industrialno - portowej Gdyni, co w rezultacie okazało się bardzo ciekawe. Towarzyszył mi kolega Jacek, którego serdecznie pozdrawiam :)

Idąc od Skweru Kościuszki obejrzeliśmy najpierw dokładnie gdyńskie Sea Towers. To one zdetronizowały naszego warszawskiego gargamela budynek Łucka City - pod względem najwyższego wieżowca mieszkalnego. Faktycznie architektura imponująca, kojarząca się chyba najbardziej z flotą marynarki wojennej. Niektórzy mieszkańcy Gdyni szczycą się, że to jedyny wysokościowiec w Gdyni, i że tyle wystarczy.

Trasa wiodła ul. Waszyngtona, św. Piotra, Tadeusza Wenedy oraz Chrzanowskiego. Tu widok z wiaduktu nad torami - swoisty punkt widokowy na stocznię "Nauta" i część portu. Kusiło nas, żeby wejść na teren, ale widoczne patrole jednak sugerowały, że pobyt na terenie stoczni nie będzie zbyt długi.

Po drodze minęliśmy relikty dawnej rybackiej osady i słynny klub Ucho. Zbliżaliśmy się coraz bardziej do zaplecza portu. Jak na sobotni wieczór okolica była opustoszała, co sprawiało, że wycieczka była dość egzotyczna.

Po drodze minęliśmy jeszcze niezwykły budynek Urzędu Morskiego, którego dach przypomina maszt statku. A gdy weszliśmy do portu ( ul. Polska 1) oczom naszył ukazał się stojący tu statek wycieczkowy. Może uda się zobaczyć jak odpływa?

Czekaliśmy więc na molu na Nabrzeżu Portowym aż okręt wypuści się na fale. W międzyczasie można było zobaczyć, że ryba bierze jak szalona - niektórzy łowili nawet trzy na raz. Rybacy - w większości wyglądający na emerytowanych pracowników portu lub ludzi morza, nie żałowali złowionych ryb miejscowemu kotu i ptakom.

Tymczasem słońce chyliło się ku zachodowi - widok imponujący z panoramą portu w tle. Na molu pojawiło się kilku maniaków z aparatami fotograficznymi. Po zagadnięciu jednego z nich ucięliśmy sobie rozmowę na temat zalet Gdyni - widać, że tu naprawdę, żyją ludzie, o ile nie najszczęśliwsi w Polsce, (jak głoszą statystyki) to na pewno zadowoleni i kochający swoje miasto.

Kolejny kot - czyżby na etacie - tutaj na parapecie Dworca Morskiego, w którym znajduje się również Muzeum Emigracji. Dworzec sam w sobie jest interesujący, (zbudowany w 1933 r.) wyróżnia go ciekawa, modernistyczna fasada.

Atrakcjami turystycznymi portu są nie tylko obserwacje wpływających statków, czy historyczne pamiątki jak tablica z odciskiem buta upamiętniająca Witolda Gombrowicza, który stąd wyruszył w podróż do Argentyny, oraz pomnik z ustawionych olbrzymich głazów wydobytych z dna morza. Tutaj podziwiać można chyba najwyższy, bo dwupiętrowy schron.

A jeśli ktoś ma większy apetyt na industrialno - portowe zwiedzanie w Trójmieście, polecam również Subiektywną Linię Autobusową, dzięki której można zwiedzić Stocznię Gdańską. Pamiętajcie, że to nie tylko historyczna kolebka "S", ale także słynna i prężnie niegdyś działająca Kolonia Artystów, których część mieszka tam jeszcze do dziś. (Pozdrowienia dla Maćka Szupicy :)

Subiektywną Linię Autobusową organizuje Instytut Sztuki Wyspa, a przewodnikami są dawni pracownicy Stoczni. I to mi się podoba!



poniedziałek, 18 kwietnia 2011
niedziela, 20 marca 2011

Moskwa, Florencja, Paryż i Rzym to miasta, których atmosferę możemy poczuć w okolicach Placu Konstytucji czyli Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej.

Poniżej kilka fotek z pozdrowieniami i podziękowaniami dla uczestników niedzielnego spaceru :)